Podmioty ekonomii społecznej mogą z pożytkiem używać modeli biznesowych i same być źródłem inspiracji dla tradycyjnych firm.
Manifest Ekonomii Społecznej

Spółdzielnia Osób Prawnych. Razem łatwiej i bardziej opłacalnie
aktualizacja: 17.08.2010

Piotr Frączak />/

Czym jest spółdzielnia osób prawnych, jaka jest historia takiej formy spółdzielczości i jaki może mieć ona wpływ na rozwój sektora ekonomii społecznej – odpowiedzi na te pytania udziela Piotr Frączak w swoim najnowszym tekście dla portalu ekonomiaspoleczna.pl.

Fakt, że współpraca spółdzielni może przyczynić się do ich rozwoju, odkryto bardzo wcześnie, prawie równocześnie z sukcesami pierwszych spółdzielni. Kooperatywy wytwórcze (ówczesne spółdzielnie pracy) stworzyły w latach 80. XIX wieku we Francji Izbę Doradczą Robotniczych Stowarzyszeń Wytwórczych (Chambre consultative des associations ouvrières de production), która nie tylko szkoliła i doradzała menadżerom, księgowym czy członkom rad nadzorczych, nie tylko stworzyła własne towarzystwo ubezpieczeniowe czy związek opieki nad sierotami po członkach spółdzielni, ale też szukała zamówień, badała rynek i prowadziła promocję. Kilka lat wcześniej angielskie spółdzielnie spożywców stworzyły związek hurtowy, który – jak pisał Stefan Bratkowski  „(…) zakupił fabrykę wyrobów cukierniczych, fabrykę obuwia i fabrykę mydła. Potem kupował kolejne fabryki, przekształcając je w spory koncern, zatrudniający kilkadziesiąt tysięcy robotników; kupił nawet... plantacje herbaty na Cejlonie”. Zyski ze współpracy były oczywiste.

Mniej oczywiste były korzyści... ze wzajemnej kontroli (samokontroli jak to dziś nazywamy), bo związki spółdzielcze zaczęły szybko pilnować jakości swojej pracy. W czasie zaborów w Polsce (zarówno w Wielkopolsce, jak i w zaborze austriackim) lustracje spółdzielni wykonywane były przez formy spółdzielczej samoorganizacji, jeszcze zanim nakazało to prawo. Co więcej, dzięki temu w latach późniejszych funkcjonujące w związkach spółdzielnie były uniezależnione od lustracji państwowej. Tak było, gdy w 1903 roku ogłoszona została w zaborze austriackim ustawa wprowadzająca przymusową rewizję stowarzyszeń z zewnątrz. Związek stowarzyszeń (tak samo jak wcześniej w Wielkopolsce Związek spółek zarobkowych) otrzymał od rządu zaborczego uprawnienia do dokonywania takich rewizji, co nie było dziwne, gdyż od wielu już lat jego członkowie poddawani byli corocznej (a nie jak chciała ustawa raz na dwa lata) lustracji. Ruch spółdzielczy zachował w tej kwestii niezależność praktycznie do dziś, a związki lustracyjne ciągle pełnią ważną rolę w systemie spółdzielczym.

Razem łatwiej!

To, że organizacje pozarządowe czy spółdzielnie (w tym socjalne) zyskują na wzajemnej współpracy jest oczywiste. Jednak ciągle brakuje jednoznacznych dobrych praktyk w dzisiejszych warunkach (prawnych, społecznych i ekonomicznych). Federacje organizacji pozarządowych rozwijają się powoli, spółdzielnie tkwią w dotychczasowym systemie organizacyjnym (w formie będącej częściowo spuścizną PRL-u, częściowo zaś efektem antyspółdzielczej polityki kolejnych rządów po 1989 roku) i trudno powiedzieć, czy nie można tego zorganizować sprawniej. A spółdzielni socjalnych istnieje ciągle tyle, co kot napłakał, więc ich efektywna współpraca jest ciągle pieśnią przyszłości.

Nasi prawodawcy w proponowanych rozwiązaniach dotyczących spółdzielni socjalnych powołują się na system włoski. We Włoszech oprócz spółdzielni  typu A (zajmujących się opieką zdrowotną, socjalną lub edukacyjną) i typu B (skupiających się na reintegracji grup wykluczonych z rynku pracy) istnieje jeszcze typ trzeci. Typ C to w istocie spółdzielnia spółdzielni. Jeśli taka spółdzielnia osób prawnych składa się z podmiotów typu A, może mieć ich uprawnienia. Po co spółdzielniom włoskim taka „czapka”? A jeśli jest przydatna, to czy nie jest również pomysłem na ekonomizowanie się (bez podejmowania działalności gospodarczej) organizacji pozarządowych?

Doświadczenia włoskie uczą nas również, że współpraca i rozwój ekonomii społecznej tworzy się na poziomie regionalnym albo wręcz lokalnym. To właśnie partnerstwo (czym innym jest w końcu podstawowa forma partnerstwa, jak nie współpracą pomiędzy podobnie działającymi i myślącymi podmiotami?) na tym poziomie daje rzeczywisty wpływ na samorząd. Choćby na wprowadzanie odpowiednich klauzul społecznych w przetargach. To właśnie na poziomie lokalnym można wpisywać ekonomię społeczną nie tylko w roczne (teraz i wieloletnie) programy współpracy z organizacjami pozarządowymi, ale także w strategie rozwoju czy strategie rozwiązywania problemów społecznych. Ale kto to zrobi, jeśli nie ma współpracy pomiędzy podmiotami ekonomii społecznej?

Razem się opłaca!

Wiele do tej pory mówiło się o federalizacji. Na przykład to, że przynosi sfederowanym organizacjom korzyści. To w pewnym sensie prawda, ale prawda niepełna. Federalizacja może przynieść korzyści w długiej perspektywie czasowej. Jeśli uda się przeforsować projekt ustawy o mediach publicznych przygotowany przez Komitet Obywatelski, to w perspektywie kilku lat rzeczywiście dostęp do telewizji publicznej dla organizacji poprawi się. Jednak te korzyści są nie tylko niepewne, ale umiejscowione gdzieś w mglistej przyszłości. Nikt także nie zagwarantuje, że to właśnie sprawna organizacja, a nie jakiś „pasażer na gapę” (który nic nie robił, ale skorzystał z pracy innych) skorzysta na tych zmianach. Współpraca może mieć przecież wymiar bardziej ekonomiczny. Chodzi o to, aby organizacje umiały wspólnie zdobyć na swoją działalność jak najwięcej „nieznaczonych” pieniędzy. Nieznaczonych czyli takich, które pozwalają jej realizować własną misję po swojemu.

Dlaczego jednak każda organizacja nie powinna ekonomizować się osobno? Odpowiedź jest prosta: jeśli umie, jeśli ma odpowiednie środki i zasoby kadrowe to oczywiście może. I życzymy jej wszystkiego najlepszego. Od dawien dawna ekonomia społeczna była raczej dla tych, którzy nie mają wcale, niż mają za dużo. I którzy nie mają środków na inwestycje, nie posiadają wystarczających kompetencji lub predyspozycji, aby zwyciężać na rynku.

Właśnie dla tych, którym brakuje środków, czasu i kompetencji pomysłem może być spółdzielnia osób prawnych. Pozwala ona w sposób racjonalny podjąć takie działania, aby wykorzystać niewielkie środki, pozostające w naszej dyspozycji, zorganizować niewykorzystane zasoby, połączyć w jedną ofertę to, co poszczególne organizacje oferują odrębnie. Jednak co niezwykle ważne pozwala również uczestniczyć w zyskach przedsiębiorstwa, z którego korzystają, a które zarabia na wymianie usług, wspólnych zakupach, wspólnym zatrudnianiu ludzi itp. Robić to, co robi się na co dzień. Płacić tyle, ile trzeba zapłacić. Ale zyski przekazywać zamiast innym przedsiębiorcom  swojej spółdzielni, która może je rozdystrybuować wśród swoich członków.

To jest podstawowa różnica pomiędzy spółdzielnią osób prawnych a związkiem stowarzyszeń. Jednocześnie w każdej chwili można ze spółdzielni wystąpić (to jest z kolei podstawowa różnica pomiędzy spółdzielnią osób prawnych a spółdzielnią w ogóle) lub do niej wstąpić. Hasła „razem łatwiej!” i „to się opłaca!” to kwintesencja funkcjonowania spółdzielni osób prawnych. To pomysł na ekonomiczną współpracę (partnerstwo) zarówno dla spółdzielni (w tym spółdzielni socjalnych), jak i dla organizacji pozarządowych. I to nie jest teoria! Pierwsze takie spółdzielnie już działają!

Piotr Frączak

KOMENTARZE (0) / DODAJ KOMENTARZ