Każdej działalności ekonomicznej powinien towarzyszyć wzgląd na społeczne i środowiskowe konsekwencje działań. Ich ignorowanie jest źródłem kryzysów zarówno na poziomie globalnym jak i lokalnym.
Manifest Ekonomii Społecznej

Strategia ekonomii społecznej: „Drepczemy w miejscu”
ADAM SOFUŁ
aktualizacja: 09.08.2010
Jeszcze niedawno wydawało się, że ekonomia społeczna doczeka się w Polsce swojej strategii. Początki prac były zachęcające, koniec jest jednak wciąż odległy. O problemach związanych z tworzeniem strategii mówi Jan Jakub Wygnański.

Adam Sofuł: Czy stworzenie spójnej strategii rozwoju ekonomii społecznej jest w ogóle możliwe? Przecież to zjawisko ze swojej natury bardzo zdecentralizowane?

Jan Jakub Wygnański: Mam nadzieję, że tak. Oczywiście pod warunkiem, że rozumiemy strategię nie jako aroganckie, ordynarne, paternalistyczne narzucanie czegokolwiek, a odwołamy się do organicznej tradycji, powolnego budowania tej sfery od podstaw, poczynając od najmniejszych inicjatyw. Taka strategia dotycząca tzw. sfery miękkiej powinna obejmować stworzenie warunków dla rozwoju danej dziedziny. Jeśli chodzi o odgórne narzucanie pewnych modeli postępowania, to mieliśmy trochę tego typu doświadczeń i nie kończyły się one zbyt dobrze.

Ekonomia społeczna to zjawisko kształtowane raczej „od dołu” a nie „od góry”…

Przynajmniej tak powinno być. Można się oczywiście zastanawiać, czy powody pojawienia się i rozwoju ekonomii społecznej w Polsce nie są oportunistyczne. To popularne hasło, modne, dobrze widziane i poprawne politycznie. A na dodatek są na to pieniądze. Nawet jeśli różne inicjatywy pojawiają się dzięki magii hasła, nie jest źle. Pytanie jednak, co się z tymi inicjatywami dalej dzieje. Czy nie więdną gdy ustaje wsparcie ze środków publicznych? Uważam, że prawdziwa ekonomia społeczna powinna być, jeśli można tak powiedzieć, raczej wyrazem konieczności niż mody. Jeśli popatrzeć historycznie, szeroko pojęta ekonomia społeczna była wynikiem pewnych ekonomicznych konieczności, czasem tradycji, a nie tego, że ktoś tworzył takie czy inne strategie. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że pewne warunki sprzyjają przedsięwzięciom ekonomii społecznej, a inne nie.

Potrzebne są zatem jakieś zachęty?

Nie wykluczałbym ciekawego intelektualnie pomysłu, że budowanie tej „miękkiej sfery” nie polega na dostarczaniu finansowych zachęt, tylko na stwarzania korzystnych okoliczności. Można też przyjąć argumentację, że stworzenie strategii ekonomii społecznej jest możliwe, skoro udało się gdzie indziej. Trzeba pamiętać, że ekonomia społeczna w różnych krajach przybiera bardzo różnorodne formy. Odmienne są choćby motywacje – od antyrynkowych po antypaństwowe, w tym sensie, że w niektórych obszarach państwo sobie nie radzi. Jednak moim zdaniem alternatywa między rozwiązaniami państwowymi (na ogół słabszymi i droższymi), a rozwiązaniami prywatyzacyjno-komercjalizacyjnymi jest fałszywa. Ekonomia społeczna jest z tego punktu widzenia ciekawym, wręcz niezbędnym narzędziem do tego, żeby – mówiąc bez sentymentów – prywatyzować część odpowiedzialności. Nożyce między obietnicami wyborczymi a możliwościami rozwierają się. Wszędzie na świecie wygrywa się wybory, opowiadając że będzie lepiej, a przegrywa, majstrując przy podatkach (zwłaszcza je podnosząc). Dlatego trzeba szukać czegoś pośrodku. Nie tylko z powodów sentymentalnych czy ideologicznych, ale przede wszystkim ekonomicznych. Takie strategie mają obecnie Brytyjczycy, Szkoci, Finowie, Włosi i wiele innych narodów. Widać więc, że jest to możliwe, skoro inni to robią.

Korzystamy z tych zagranicznych doświadczeń?

Polska jest dość specyficznym przypadkiem, bo sami mogliśmy niegdyś być wzorem. Nadzieje związane z Solidarnością były olbrzymie. Dla wielu intelektualistów z naszego regionu ten ruch dawał nadzieję, że stanie się ważnym składnikiem myślenia o reformowaniu modelu ekonomiczno-społecznego w Europie. Nic takiego się jednak nie stało. Mamy wprawdzie w Konstytucji zapisy o społecznej gospodarce rynkowej, mamy tam zapisane wiele innych rzeczy, ale w praktyce rządzenia i administracji dominuje w Polsce model neoliberalny. Nie zmieniliśmy więc modelu ekonomicznego Europy. Mało tego – odrobiliśmy lekcję z liberalizmu bardziej skwapliwie niż można było przypuszczać. Zapewne w pierwszych dwóch, trzech latach transformacji nie było być może alternatywy dla tego rozwiązania, ale po dwudziestu latach czas na refleksję. Powtarzanie tych samych mantr nie ma sensu. A one wciąż obowiązują i sprawiają, że poszukiwanie strategii ekonomii społecznej nie jest w Polsce łatwe. Ekonomistów poszukujących tej ścieżki jest bardzo niewielu. Oni boją się wkraczać na ten teren. Patrzą podejrzliwie na ekonomię „z przymiotnikami”. To są pewne skazy historyczne. Chociaż korzenie ekonomii społecznej sięgają oczywiście znacznie głębiej niż bolesne doświadczenia gospodarki socjalistycznej. Przypomnijmy choćby prężny ruch spółdzielczy w dwudziestoleciu międzywojennym.

Ale udało się chyba stworzyć zarys strategii w „Pakcie na rzecz ekonomii społecznej”?

Tak, zarys takiej strategii istnieje od dwóch lat i… to jest najbardziej irytujące. Wiemy ogólnie co jest potrzebne, ale tak naprawdę niewiele się dzieje. I tu dochodzimy do najbardziej kłopotliwego pytania: „czy jest możliwe stworzenie strategii dla ekonomii społecznej w rozumieniu politycznym?”. Innymi słowy: czy decydenci są w stanie stworzyć i wdrożyć ową strategię? Jak na razie odpowiedź nie może być twierdząca, chociaż początki były bardzo obiecujące. Dwa, trzy lata temu mieliśmy bardzo duże oczekiwania, bardzo silną pozycję – także na arenie europejskiej – wiele osób z nadzieją patrzyło na to, co się w Polsce dzieje. Powstał Manifest ekonomii społecznej, który warto przy każdej okazji przypominać, bo do dziś zachowuje aktualność. Jednym z punktów tego manifestu jest strategiczne myślenie o ekonomii społecznej. Premier nawet powołał zespół w tej sprawie. Nie znam kraju w Europie, w którym na takim szczeblu umocowane byłoby ciało mające dyskutować o  ekonomii społecznej. W zespole znaleźli się czterej wiceministrowie, samorządowcy, przedstawiciele organizacji pozarządowych… Wszystko jednak rozmyło się w „polskiej niemożności”. Rząd musi chyba przemyśleć, czy ekonomia społeczna jest naprawdę dla niego ważna. Nie widać bowiem obecnie determinacji w tym kierunku.

Czy wdrożenie paktu stanowiłoby przełom?

Są w nim zawarte pewne niezbędne propozycje regulacyjne: są pomysły na nowe formy działalności np. ustawa o przedsiębiorstwie społecznym, której założenia „krążą” od mniej więcej trzech lat. Nie ulegajmy złudzeniu, że legislacja i regulacja załatwią problem. Nie załatwią. Trochę mogą pomóc. Metaforycznie można to nazwać zwolnieniem hamulców. Ale hamulce same z siebie nie uruchamiają energii. Może ona być natomiast wyzwolona poprzez popyt. Nabywcą różnego rodzaju dóbr i usług dostarczanych i świadczonych przez podmioty ekonomii społecznej jest państwo i administracja. W Unii Europejskiej około 20% wszystkich zakupów to zakupy administracji, która robi to nie po to, „by pochylać się z troską” nad podmiotami ekonomii społecznej, ale dlatego, że w ten sposób załatwia parę rzeczy na raz. Np. samorząd może rozwiązać jednocześnie problem remontów domów socjalnych (które i tak musi zrobić) i znaleźć zatrudnienie dla osób, które są bezrobotne. U nas problemem jest myślenie resortowe, nie obejmujące najczęściej całości zagadnienia. Ktoś, kto odpowiada w mieście za inwestycje, nie ma żadnego kontaktu z kimś kto odpowiada za pomoc społeczną i rynek pracy. Ciekaw jestem, jak będzie po powodzi, bo pojawi się bardzo dużo prac związanych z inwestycjami, odbudową i porządkowaniem zniszczonych terenów.

Jaka powinna być rola państwa w budowaniu ekonomii społecznej?

Państwo może być między innymi nabywcą tego rodzaju usług. I to jest kształtowanie ekonomii społecznej od strony popytowej. Pozostają oczywiście kwestie finansowe: sektor bankowy nie wie, jak traktować podmioty ekonomii społecznej. To nawet nie wynika ze złej woli, tylko z procedur i względów bezpieczeństwa. Poza tym podmiotów tych jest stosunkowo mało, więc dla banków nie stanowią wystarczająco atrakcyjnego rynku, o który mogłyby one zabiegać. To oznacza również, że materiał statystyczny dotyczący tego sektora jest stosunkowo ubogi.  Pojawiają się więc trudności z wyliczeniem ryzyka, banki nie dają sobie rady z sytuacjami, w których nie istnieją „skrypty”.

Potrzebny jest element uzupełnienia. Musi istnieć równoległy system para-bankowy, który pojawia się gdzieś między systemem komercyjnym a systemem bezzwrotnych dotacji i darowizn, które są ważne w pierwszych „dniach” przedsięwzięcia, ale później mogą być wręcz groźne z ekonomicznego punktu widzenia. O ile myślimy o ekonomii społecznej jako o sposobie pozostania na rynku, a nie trwałym dofinansowaniu. Brakuje nam w całej strukturze ogniwa pośredniego między systemem bankowym a donatorami. Takich instytucji nie ma w Polsce wiele i nie dysponują one zbyt dużym kapitałem. Oczywiście mogą one mieć charakter prywatny, ale to bardzo małe instytucje i na dodatek ich pieniądze są bardzo „drogie”.

Jeśli mówimy o systemie i strategii, finanse są istotną częścią. Moim zdaniem nie obejdzie się bez jakiegoś przełomu. To mogą być różne elementy filantropijne i państwowe, pieniądze unijne, pieniądze z funduszu pracy (choć w czasie kryzysu nie jest to już tak zasobne źródło pieniędzy). Miał być fundusz solidarności na czas kryzysu, ale też go już nie ma. Były rozmowy o przeznaczeniu 1% CIT na wsparcie ekonomii społecznej – znowu kryzys przekreślił te plany. Była kiedyś rozmowa o przeznaczeniu na rzecz ekonomii społecznej części wpływów z prywatyzacji. Ale z tych zapowiedzi niewiele wynika, bo zawsze jest coś pilniejszego – do niedawna kryzys, teraz będzie powódź i konieczność cięć w budżecie.

Co zatem pozostaje do zrobienia?

Trzeba pamiętać, że rząd podjął się zadania przeformowania kilkuset strategii (które z tego punktu widzenia nie były strategiami) w dziewięć strategii. Trzeba pracowicie czytać te dziewięć strategii i tam, gdzie to potrzebne, trzeba wpisywać elementy zgodne z duchem ekonomii społecznej, aby ta dziedzina nie stała się dziesiątą strategią, bo to nie miałoby sensu. To całościowe podejście uwzględnienia elementów ekonomii społecznej w różnych strategicznych planach  niesie ze sobą niebezpieczeństwo, ponieważ nie wiadomo, kto będzie odpowiedzialny za realizację tych elementów strategii. Staje się to dziedziną niczyją, traktowaną marginalnie. Bez silnego przywództwa w ramach rządu takie procesy „w poprzek” idą potwornie źle. A pamiętajmy, że chociaż ekonomia społeczna jest kojarzona dzisiaj głównie z rynkiem pracy, to jest dziedziną znacznie szerszą, obejmującą również kulturę, infrastrukturę, energetykę, naukę. Trzeba zadbać, aby autorzy strategii to dostrzegli i tym samym uchronić ekonomię społeczną od swoistej marginalizacji.

Rozmawiał: Adam Sofuł

Sylwetka Jana Jakuba Wygnańskiego w serwisie ngo.pl >

Źródło: ekonomiaspoleczna.pl
KOMENTARZE (0) / DODAJ KOMENTARZ