Celem działania podmiotów ekonomii społecznej nie jest zysk. Pieniądze jednak są potrzebne do prowadzenia ich działalności i rozwoju. Czy łatwo jest dostać pożyczkę i gdzie jej szukać?
Celem działania podmiotów ekonomii społecznej nie jest zysk. Mogłoby się wydawać, że pieniądze odgrywają w ich działalności rolę drugoplanową. Nic bardziej błędnego – ekonomia społeczna wykorzystuje przecież pieniądze do celów społecznych. To właśnie dzięki nim podmioty ekonomii społecznej mogą realizować i rozwijać swoją misję.
Trudno jednak oprzeć się jedynie na hojności donatorów i fundatorów lub na dofinansowaniu w ramach projektów, które albo się wygrywa albo nie. Często przychody wystarczają na pokrycie kosztów działalności statutowej. Co jednak wówczas, gdy organizacja chce rozszerzyć tę działalność, realizować swoje marzenia – objąć wsparcie m większą liczbę osób potrzebujących, zwiększyć obszar oddziaływania, rozpocząć inwestycje itp? Marzenia potrzebują pieniędzy. I tu zaczyna się problem.
Bankowa zapora
W czasach, gdy banki oferują kredyty wszystkim chętnym, wydawałoby się, że nie ma nic prostszego niż poprosić o pożyczkę. Wiele organizacji pozarządowych tak właśnie zrobiło. I odeszło z kwitkiem. Przedsięwzięcia, które nie chcą osiągać zysku, nie są dla sektora finansowego godne kredytowania. Dorota Pieńkowska, prezes Polsko-Amerykańskiego Funduszu Pożyczkowego Inicjatyw Obywatelskich potwierdza: – Warunki w sektorze bankowym są, nazwijmy to, asertywne, a w obliczu ostatnich zawirowań na rynkach finansowych wręcz zaporowe –. Na dodatek banki boją się trzeciego sektora, nie znają go, a narzędzia do oceny wiarygodności kredytobiorcy, którymi dysponują, eliminują organizacje pozarządowe. Generujące straty nie mają szans na kredyt. Nikogo nie interesuje fakt, że strata wynika np. z przesunięcia wpływu środków lub poślizgu z uruchomieniem kolejnej transzy finansowania – mówi Pieńkowska.
Sektor ekonomii społecznej nie jest też z punktu widzenia banków na tyle obiecujący (czytaj: przynoszący zyski), by warto było się zagłębiać w specyfikę jego funkcjonowania. – Bank musiałby się dowiedzieć, jak w praktyce są realizowane przez NGO projekty w całym kraju, by mieć skalę porównawczą, a to jest czasochłonne – twierdzi Joanna Wardzińska, wiceprezes Towarzystwa Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych. Takie podejście wymagałoby zatrudnienia przez sektor finansowy wyspecjalizowanych kadr, a w okresie ogólnego cięcia kosztów i niezbyt zyskownego sektora to się po prostu nie opłaca.
– Przy przyznawaniu pożyczek stosujemy dokładnie te same kryteria, co banki. Tyle że wnioski o pożyczkę analizują u nas ci, którzy wcześniej działali w organizacjach pozarządowych. Dla banków zaś to obca branża. A przecież tylko osoba, która zjadła zęby na rozliczaniu projektów i wie, co znaczy zachwianie płynności, wie jak ten sektor funkcjonuje – dodaje Dorota Pieńkowska.
Deski ratunku
Skoro nie banki, to co? Wybór nie jest zbyt duży, ale na szczęście jest. Najstarszym podmiotem, który może ułatwić finansowanie ekonomii społecznej jest Polsko-Amerykański Fundusz Pożyczkowy Inicjatyw Obywatelskich. Działa od ponad dekady i w tym czasie udzielił ponad 100 mln zł pożyczek ponad 400 podmiotom. Z kolei Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych tylko w tym roku zdążyło udzielić pożyczek o wartości około 8 mln zł. W Krakowie i kilku innych ośrodkach funkcjonują również regionalne fundusze ekonomii społecznej, które oferują poręczenia dla PES.
Trzeba jednak przestrzec: nie jest tanio. PAFPIO oferuje pożyczki oprocentowane w wysokości 12% w skali roku na programy współfinansowane ze środków unijnych i 15% dla pozostałych pożyczek. – Bank jest od nas lepszy tylko pod względem wysokości oprocentowania. Jesteśmy szybcy – u nas pożyczka trafia do klienta w ciągu dwóch tygodni niezależnie od tego, czy działa on w Warszawie czy w Suwałkach – twierdzi Dorota Pieńkowska. – Jesteśmy też elastyczni, jeżeli chodzi o terminy spłat. Nie negocjujemy jedynie wysokości odsetek. Trzeba również zapłacić 1% opłaty administracyjnej. Pieńkowska przekonuje jednak, że gdyby zsumować wszystkie koszty kredytu bankowego (różnego rodzaju opłaty i ubezpieczenia) okazałoby się, że oferta PAFPIO nie jest dużo droższa. – Nawet jeśli banki są teoretycznie trochę tańsze, to tak naprawdę, w przeciwieństwie do nas, nie pożyczają pieniędzy – przekonuje prezeska PAFPIO.
Również w TISE pożyczki nie należą do najtańszych. – Oprocentowanie to standard rynkowy (9,5%–11,5%). To nie jest mało, są jednak donatorzy lub sponsorzy, od których można pozyskać pieniądze na obsługę kosztów finansowych – twierdzi prezes Wardzińska. Drugą przeszkodą w uzyskaniu pożyczki w tych instytucjach są dolne limity pożyczek. W PAFPIO to 10 tys. zł. – Mniejsza kwota pożyczki nikomu się nie opłaca. Ani pożyczkobiorcy, ani nam. Mamy tylko jedno biuro – w Warszawie. Jeżeli mamy jechać gdzieś w odległe miejsce, żeby udzielić pożyczki 5–6 tys. zł, jest to po prostu zbyt kosztowne – twierdzi Prezes Pieńkowska. Dodaje jednak, że ta reguła czasami nie obowiązuje. – Najmniejsza pożyczka jakiej udzieliliśmy to 2,5 tys. zł, ale dostał ją nasz stały klient. Mogliśmy sobie też na to pozwolić, bo koszty owej pożyczki są pokrywane przez większe umowy np. pożyczkę dla warszawskiej organizacji na 100 tys zł. – dodaje prezes PAFPIO.
W TISE limity są jeszcze wyższe. Pożyczki udzielane są powyżej kwoty 100 tys. zł. Po części wynika to z tego, że TISE nie chce wchodzić w drogę PAFPIO, który obsługuje drobniejszych pożyczkobiorców i postawił na inny segment rynku. Joanna Wardzińska wyjaśnia, że ważne są doświadczenia właściciela TISE – banku Credit Cooperatif z Francji, który wyspecjalizował się w średnich i dużych projektach. Pożyczki w wysokości 50–70 tys. zł to w TISE wyjątek, a nie reguła. – Musimy zdać sobie również sprawę z tego, że organizacje często realizują kilka projektów i potrzebują finansowania transzowego – wyjaśnia Joanna Wardzińska.
Poręczenia
Nieco inną ofertę ma Małopolski Fundusz Ekonomii Społecznej, który proponuje poręczenia dla podmiotów ekonomii społecznej. Mogą one dotyczyć kredytu, pożyczki, dotacji, zobowiązań wynikających z transakcji handlowych, finansowania wadium przetargowego, finansowania pomostowego dla projektów finansowanych ze środków UE.
Standardowe poręczenie MFES obejmuje 70% wartości zobowiązania. Kwota poręczenia nie może jednak przekraczać 10% kapitału funduszu, czyli obecnie 50 tys. zł. Maksymalny okres poręczania to 5 lat. Warto przy tej okazji dodać, że w ogóle Małopolska już od dłuższego czasu jest przyjazna podmiotom ekonomii społecznej – organizacje pozarządowe mogły zaciągać do 100 tys. zł pożyczki w Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego.
Poręczeniami zaczyna zajmować się również TISE, które finalizuje rozmowy na ten temat z bankami spółdzielczymi. Efektem tych rozmów będzie wprowadzenie przez banki spółdzielcze nowego produktu: kredytu dla organizacji pozarządowych z poręczeniem TISE. Prezes Wardzińska tłumaczy, że banki spółdzielcze jako małe instytucje, dobrze znające lokalne realia są znacznie lepszym partnerem do takich przedsięwzięć niż ponadnarodowe korporacje finansowe.
Działalność TISE, podobnie jak MFES może zacząć przełamywać barierę nieufności między bankami a organizacjami pozarządowymi i nauczyć obie strony współpracy. Tym bardziej, że – jak zwraca uwagę Joanna Wardzińska – wina za brak współpracy nie zawsze leży tylko po stronie banków. – Prawda jest też taka, że w wielu organizacjach prowadzenie księgowości i planowanie finansowe pozostawiają wiele do życzenia. NGO coraz lepiej radzą sobie z rozliczaniem projektów, bo z każdym kolejnym nabierają doświadczenia. Wciąż jednak zapominają o tym, że trzeba zamknąć ten projekt w pewnej całości finansowej. Jakaś organizacja podpisuje np. umowę na projekt wart milion złotych, ale zapomina, że trzeba mieć udział własny w wysokości 15% – czyli 150 tys. zł. Jeśli do tego dodać koszty finansowe pozyskania tych pieniędzy, kwoty robią się naprawdę wysokie – twierdzi wiceprezes TISE.
Nie tylko pieniądze
Jak widać, instytucje udzielające pożyczek muszą służyć organizacjom pozarządowym nie tylko pieniędzmi, ale i pomocą w rozsądnym ich zagospodarowaniu. – Dajemy pieniądze i mówimy, jak je wykorzystać. W wielu przypadkach wręcz odradziliśmy pożyczkę, bo uważaliśmy, że to będzie stanowiło dla jakiejś organizacji kłopot – mówi prezes Wardzińska.
Także w PAFPIO każde udzielenie pożyczki poprzedzone jest rozmową z pożyczkobiorcą i analizą, w jaki sposób najefektywniej wykorzystać przyznane pieniądze. – Jeżeli ktoś przychodzi i mówi „potrzebuję pożyczki na trzy miesiące”, a moje doświadczenie podpowiada mi, że to się może nie udać, proponuję wydłużenie terminu spłaty na pół roku, bo wcześniejsza spłata nic nie kosztuje, a aneks o przedłużeniu spłat już wiąże się z kosztami – dodaje prezes Pieńkowska.
A zmiany harmonogramu spłat są – w zgodnej opinii PAFPIO i TISE – coraz częstsze. Również w przypadku programów współfinansowanych z funduszy unijnych. Po części wynika to z natłoku wniosków o finansowanie, których administracja nie nadąża rozpatrzeć w terminie, czasem z nieudolności administracji, ale czasem także z błędów we wnioskach. – Taki wniosek wraca, trzeba go poprawić i to oznacza kolejne 30 lub 45 dni oczekiwania na płatność. Wiedząc jak to wygląda, namawiamy organizację już na starcie do wydłużenia okresu spłaty – mówi prezes Pieńkowska.
Rozrost sektora
Organizacji, proponującym podmiotom ekonomii społecznej pożyczkę lub poręczenie jest wciąż niewiele. Podmioty ekonomii społecznej mogą się ubiegać o pożyczki w niektórych lokalnych funduszach pożyczkowych, dla których wsparcie trzeciego sektora to jedynie margines działalności, bo koncentrują się one na małych i średnich przedsiębiorstwach. Organizacje pozarządowe mogą się również ubiegać o pożyczki od samorządów – tak jest np. w Cieszynie i Jastrzębiu Zdroju.
Jednak można powiedzieć, że organizacje posiadające dobrze przemyślane finansowanie programu, nie są bez szans w staraniach o pieniądze. Decydujące jest finansowanie z funduszy unijnych, które sprawia, że zapotrzebowanie na pożyczki pomostowe jest coraz większe. Dlatego instytucje finansujące spodziewają się dalszego rozkwitu tego sektora.
Joanna Wardzińska przewiduje, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy portfel pożyczkowy wzrośnie z obecnych 8 do około 30 mln zł, a docelowo ma wynieść 80–150 mln zł. Jeśli dodać do tego stale rosnący portfel drobniejszych pożyczek udzielanych przez PAFPIO (obecnie 13,5 mln zł), widać wyraźnie, że na potrzeby ekonomii społecznej „pracuje” coraz więcej pieniędzy. I pracuje dobrze. Spłacalności pożyczek mogłyby pozazdrościć tym instytucjom wszystkie banki. W PAFPIO sądowego nakazu spłaty doczekało się jedynie 14 spośród ponad 400 pożyczkobiorców, a i to – jak podkreśla prezes Pieńkowska – były raczej przypadki, w których pożyczkobiorca nie tyle podupadł finansowo z powodu nieprzewidzianych trudności (bo z takich kłopotów niemal zawsze udaje się jakoś wydobyć dzięki negocjacjom), lecz od samego początku nie chciał spłacić pożyczek. To na szczęście bardzo niewielki margines.
Adam Sofuł