|
Środowisko biznesu nie ma powodu, aby traktować ekonomię społeczną, jako źródło zagrożeń, przeciwnie – może być ona uzupełnieniem jego własnych działań i partnerem dla wspólnych przedsięwzięć. Wiedza Strefy Ogłoszenia   Na marginesie czyli rozważania o hot dogu
aktualizacja: 14.06.2010
Piotr Frączak />/ O tym, co jest a co nie jest ekonomią społeczną zastanawiać się można w różnych sytuacjach. Mnie dopadło wtedy, gdy głodny próbowałem w centrum Warszawy zjeść jakiegoś fast fooda, spiesząc się (rzecz jasna) na jakieś spotkanie. Od razu powiem – bo bez tego historii by nie było – że nie miałem ochoty na żaden kebab – pisze Piotr Frączak
Sytuacja w miarę prosta. No, może poza tym, że reklamujący się w okolicy McDonalds nie był przeze mnie brany pod uwagę. Zresztą, rozmyślać o ekonomii społecznej przy coca coli to chyba lekka przesada. Więc w biegu zaglądałem do kolejnych budek, aby coś sobie kupić. I nic. Kebab i kebab. Czy naprawdę nikt nie lubi już hot dogów albo czegoś podobnego? Przecież powinno być tak – jeśli jest popyt (mój głód), to i jakaś podaż powinna się znaleźć. Nic. Gdybym miał więcej czasu to wpadłbym na Dworzec Centralny i sprawę załatwił, ale nie miałem. Więc w końcu w tureckim barze kupiłem ten kebab na cienkim cieście. Ale kiedy tak czekałem i patrzyłem na kręcących się młodych ludzi, którzy z trudem wymawiają słowa po polsku, zacząłem zastanawiać się, skąd ten sukces narodowych barów. Czy to zwykły biznes, czy może coś więcej. Czy celem jest zarobienie pieniędzy (na pewno) czy coś jeszcze? Bo można na to patrzeć jako na sposób wykorzystywania pracowników, którzy bez znajomości języka nie znaleźliby innej pracy (czyli zwykłe kapitalistyczne wykorzystanie okazji). Ale można też na to spojrzeć jak na swego rodzaju sieć pomocy, w której oparta na narodowych podstawach wspólnota interesów pozwala lepiej konkurować na rynku. Zjadłem kebab bez wielkiej radości i do żadnego wniosku nie doszedłem. Choć zdaję sobie sprawę, że kwestie narodowe, etniczne, językowe i kulturowe mogą być fundamentem budowania ekonomii społecznej. Czym innym była przecież kiedyś akcja spółdzielcza (prowadzona w Polsce pod zaborami)? Do dziś widać, jak dobrze różnice wyznaniowe wpływają na aktywność społeczną (tak – wydaje mi się – było w Zelowie czy Cieszynie). A największa bodaj na świecie spółdzielnia Mondragon związana jest nierozłącznie z Krajem Basków. Jak więc rozstrzygnąć kwestię: co spowodowało, ze zjadłem kebab? Zajrzyjmy więc nie do serc, a do kieszeni przedsiębiorcy. Na flagach i medalikach można czasem zarobić. No więc, co się dzieje z zarobionymi na takiej sprzedaży pieniędzmi? Możemy je przeznaczyć na jakiś cel. Jeśli będzie to cel społeczny czy religijny (np. zakup świec do kościoła) mamy niewątpliwie do czynienia z intencjami religijnymi. Jeśli zaś na dodatkowy telewizor – to widać, że innymi. Problem w tym, że wielu przedsiębiorców przede wszystkim dalej inwestuje zarobione środki. Rozróżnienie możliwe jest więc dopiero gdzieś na końcu tej drogi, albo w sytuacji zmiany koniunktury. Wtedy jeden zrobi wszystko, aby zachować cel swojej działalności nawet kosztem zysków, inny szybko przestawi się na inną produkcję. Kiedy porównać nasze dwa modelowe przedsiębiorstwa, to w sytuacji gdy cały zysk jest przeznaczany na rozwój firmy naprawdę trudno rozróżnić, które nastawione jest na zysk. Ale przecież różnica istnieje! Co więcej – wielu przedsiębiorców próbuje wcale nie wykazywać zysku, np. zwiększając swoje koszty. Ale przecież i tu łatwo różnicy nie znajdziemy. Można przecież zwiększać koszty nie tylko kupując za firmowe pieniądze rzeczy do prywatnego użytku, ale np. zatrudniając zamiast jednego sprawnego pracownika dwóch nie w pełni wydolnych (np. społecznie wykluczonych). Tak samo, gdy będziemy do szycia naszych flag kupować droższe półprodukty, bo pochodzą ze „sprawiedliwego handlu” (zwanego fair trade) lub ich produkcja jest bardziej neutralna z punktu widzenia środowiska naturalnego, nasze koszty zwiększą się niepomiernie.
KOMENTARZE (0) / DODAJ KOMENTARZ
podobne polecane |