Sam rynek nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy współczesności. Jego działaniu musi towarzyszyć roztropna regulacja ze strony państwa oraz dopełniające je formy aktywności w ramach samoorganizującego się społeczeństwa.
Manifest Ekonomii Społecznej

Konrad Prószyński, czyli jak samemu nauczyć tysiące
aktualizacja: 08.07.2010

Historia Kazimierza Promyka (bo pod takim pseudonimem znany jest Konrad Prószyński 1851-1908)  to opowieść o samouku, który w dużej mierze sam wymyślił i zorganizował z sukcesem coś, co dziś można by uznać za przedsiębiorstwo społeczne o efektach na niespotykaną skalę. Co stanowiło o tym sukcesie? Jak to przedsiębiorstwo było finansowane? Jak do tego doszło?

Ogólnie cel społeczny działań Prószyńskiego był podobny do celów tysiąca innych inicjatyw z tamtego czasu: „Działać na rzecz wyzwolenia Ojczyzny”. Jednak pod wpływem pozytywistów Prószyński zmienia poglądy, nie rezygnując z działań organizacyjnych. Zakłada kółko wioślarskie (późniejsze Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie) i konspiracyjne Towarzystwo Oświaty Narodowej. Wtedy też (w 1875 r.) wychodzi jego pierwsza popularna książeczka pt. „O księdzu Stanisławie Staszicu”, którego działalność według Prószyńskiego była dowodem na to „(…) jak pożyteczna i potrzebna człowiekowi jest praca, nauka i uczciwość i ile dobrego przez pracę, naukę i uczciwość każdy człowiek może zrobić swoim bliskim”. Nakład się sprzedaje, a zarobione pieniądze idą na zwiększenie nakładu. Tak z 5 tysięcy egzemplarzy robi się 20 tysięcy. Ta zasada staje się podstawą późniejszego sukcesu.

Wędrówki w lud

Gdy w Rosji „narodnicy” idą w lud z ideami socjalistycznymi, aby wzniecić rewolucję – Prószyński wraz z kolegami ze studiów wędruje po Polsce. Ale interesowała go bardziej oświata: ile osób we wsi umie czytać? czy jest szkoła? W kolejnych latach (przy okazji podobnych wędrówek po kraju) kolportowano już publikacje, zbierano zamówienia. Prószyński nie zadowala się jednak połowicznymi rozwiązaniami. On chce nauczyć czytać nie tylko jedną wieś, ale setki wsi. Tworzy najpierw Elementarz Ścienny, który dopiero przerobiony na „Elementarz, na którym nauczysz się czytać w 5 albo 8 tygodni” staje się hitem. Wędrówki w lud przyniosły rezultat. To jest to, czego wieś najbardziej potrzebuje! Braki gotówki załatwia się pożyczkami u osób zaangażowanych w sprawę narodową. Interes się kręci!

Księgarnia Krajowa
Jednak zespołowe działania organizacyjne mają swoje wady. Współtowarzysze trafiają do Cytadeli, więc Prószyński postanawia od tej pory działać sam, z dala od organizacji i podziemia. Nieznany ofiarodawca przekazał pieniądze na fundusz konieczny do założenia Księgarni Krajowej. Prószyński podkreśla „Dla mnie to był fundusz publiczny, składany na cele narodowe, który jeśli nie zginie, powinien być zwrócony lub złożony do ogólnego skarbu”. Jak pisał po latach Stefan Kieniewicz: „Cel był zawsze ten sam: pozyskać chłopa dla sprawy narodowej. Droga do celu: trafienie na wieś ze słowem drukowanym. Niezbędny środek: nauka czytania”. Dziś brzmi to jak opis matrycy logicznej wniosku. Docierały więc na wieś (ale nie za darmo – potrzeba edukacji była większa, niż bieda na wsi) podręczniki czytania (do 1900 roku były 32 wydania), potem książeczki do czytania, następnie  podręcznik „Obrazowa nauka czytania i pisania do użytku szkolnego, domowego i jedynie prawdziwa dla samouków”. Na wystawie organizowanej przez Brytyjskie Towarzystwo Naukowe w 1893 roku podręcznik Prószyńskiego zostaje uznany za najlepszy elementarz świata i zdobywa pierwsze miejsce. Są jednak w wydawnictwach Księgarni Krajowej również wydawnictwa nieudane, które nie znajdują odbiorców. To dowód na krytyczny odbiór publikacji przez czytelników i na to, że… zawsze istnieje ryzyko w takiej działalności.

Gazeta Świąteczna
Nauka czytania była potrzebnym narzędziem, ale prawdziwą drogą do celu miała być oświata. Nie bez znaczenia była odpowiedź na pytanie, co będą czytać ludzie na wsi. Stąd pomysł gazety, która trafiłaby pod strzechy. Gazeta Świąteczna miała „(…) zawrzeć z wami znajomość, pogwarzyć pod waszym dachem, przynieść wam trochę wiadomości ze świata i podzielić się dobrym słowem”. Jednym z ważnych działów gazety były odpowiedzi na listy, ale w sumie Promyk pisał o wszystkim, co mogło być ciekawe lub pożyteczne dla mieszkańców wsi. O pszczelarstwie, o spółdzielniach, ochotniczej straży pożarnej. Zwalczał złe nawyki (pijaństwo, hazard), proponował nowe formy gospodarowania. Nowe zadanie, którego się podjął Promyk miało dla niego skutki osobiste. Jak sam pisał: „Wykoleiłem się z ludzkiego trybu życia; noce przestały dla mnie istnieć, doba z 24 godzin urosła do 36 albo i więcej”. Nic dziwnego –  większość tekstów pisał sam i praca redakcyjna pochłonęła go całkowicie. Ale też efekty były znaczące. Pod koniec stulecia Gazeta Świąteczna miała 12 tysięcy stałych prenumeratorów! Wieś polska „budziła się”, a rok 1905 pokazał wyraźnie, że potrzeba szkoły –  polskiej szkoły – jest na polskiej wsi czymś oczywistym. Już w 1901 roku – jak podaje Bohdan Cywiński w „Rodowodach niepokornych” – według raportów policyjnych nielegalnie (podkr. PF) uczyło się czytać i pisać po polsku 33% ludności wiejskiej Kongresówki. Nie była to tylko zasługa Prószyńskiego i jego inicjatyw, ale pewne, że jego rola była znacząca.

Cytaty za: Stefan Kieniewicz „Dramat Trzeźwych entuzjastów”,  Warszawa 1965

Opracował: Piotr Frączak

Powrót do Indeksu postaci >

KOMENTARZE (0) / DODAJ KOMENTARZ