Przedsiębiorstwa społeczne powinny być traktowane nie jak przedmiot filantropii, ale raczej jak obszar inwestycji.
Manifest Ekonomii Społecznej

Sklep, w którym się nie tylko kupuje
PAWEŁ URBANOWICZ
aktualizacja: 10.07.2014

wnętrze Sklepu NASZ DOM />/

Dawno, dawno temu... Tak chciałem zacząć, a to przecież dopiero 9 lat. Zapytałem wtedy koleżankę, jak mamy nazwać nasz sklep? Jak to, jak? odpowiedziała niemal odruchowo – Sklep „Nasz Dom”. Przecież to będzie wasz kolejny dom, który tworzycie - pisze Paweł Urbanowicz w pierwszym felietonie dla portalu Ekonomiaspoleczna.pl

Sklep „Nasz Dom” w Zbąszyniu otworzyliśmy 1 października 2005 roku. Pomysł był szalony, gospodarczo ryzykowny, ten z rodzaju „wóz albo przewóz”. Ale od strony społecznej obiecujący. I do tego mieliśmy zaufanie i współpraca z ludźmi ze szwedzkiego Stowarzyszenia Reningsborg, naszego partnera. Rada Miejska i Burmistrz chcieli ratować dworzec kolejowy przed ruiną, więc wsparli Fundację i przejęliśmy budynek.

Od samego początku nie miał to być kolejny „lumpeks”. Potrzebowaliśmy nowej przestrzeni kontaktów ze światem dla naszych podopiecznych, tzn. ludzi w sytuacjach, w których trzeba być dla kogoś wspierającym, pomagającym, doradzającym, pomocnym. Powstanie i istnienie tego miejsca legitymuje idea wsparcia podopiecznych Fundacji „Nasz Dom”, prowadzenie przedsięwzięcia siłami społecznymi i wypracowanie dochodu, przeznaczonego w całości na finansowanie działalności społecznej. Wpisaliśmy to wielkimi literami w baner i powiesiliśmy wewnątrz Sklepu.

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że budynek dworca, to miejsce szczególne.

Kilka miesięcy temu zwrócili się do nas uczniowie z Liceum w Zbąszyniu z propozycją zrobienia w Sklepie wydarzenia, w którym uczciliby pamięć ludzi. Ludzi, którzy 76 lat temu przeszli gehennę. W wyniku akcji przesiedleńczej Polenaktion, w 1938 roku na stację kolejową w Zbąszyniu trafiła grupa około 8 tysięcy polskich Żydów wygnanych z Niemiec. Koczowali tu w straszliwych warunkach.

Organizatorzy wydarzenia to uczniowie, którzy założyli grupę Zbąszyński Balagan. Jak tłumaczą na swojej stronie: Balagan to słowo hebrajskie, ale zaczerpnięte z polskiego i oznacza chaos, nieporządek, pomieszanie – po prostu bałagan. Pomieszanie narodowości (Polacy, Niemcy i Żydzi), jakie miało miejsce w Polsce, a także w Zbąszyniu przed wojną i jeszcze wcześniej, było istnym społecznym balaganem, ale w pozytywnym kontekście – bałagan to przecież wielokulturowość, a uważamy, że wielokulturowość może być wartością.

Zaprosili chętnych na wycieczkę rowerową śladami Żydów w Zbąszyniu. Jako Fundacja zostaliśmy zaproszeni do udziału w tym wydarzeniu i wycieczka rozpoczynała się w Sklepie. Na co dzień można tu zobaczyć wystawę fotografii z projektu „Do zobaczenie za rok w Jerozolimie”. To efekt działań dwóch artystów, Wojciecha Olejniczaka i Erwina Schenkelbacha, którzy zrealizowali tutaj w 2008 roku, w 70 lat po przesiedleniu, wielowymiarowy projekt upamiętniający zbąszyńską społeczność żydowską. Zdjęcia przedstawiają portrety współczesnych mieszkańców Jerozolimy i sceny z życia ich miasta, w dużym formacie, tworzą w Sklepie wyjątkową atmosferę.

Udałem się z dziećmi na spotkanie z tą przeszłością. Zobaczyliśmy młodych ludzi z Liceum w Zbąszyniu i ich koleżanki i kolegów z Izraela, ze współpracującej z nimi szkoły, którzy zrobili przejmujące przedstawienie, konfrontację z tamtym doświadczeniem. Zaczęło się od przejścia młodych ludzi przez hol, z walizkami. Ukazali się tułacze, którzy zostawiając walizki pomiędzy nami widzami, zaczęli wchodzić w role wędrujących wygnanych, czytali listy z tamtych czasów, świadectwa tych, którzy przeżyli. Były śpiewane pieśni w języku hebrajskim i polskim. Szczególnie przejmującą pieśń żałoby – pamięci wykonała po hebrajsku jedna z uczennic z Izraela. Czuło się ciągłość czasu ponad złą przeszłością. Nie było nas wielu w Sklepie, przypadkowi klienci oraz zaproszeni goście, niewielka grupa, ale skupienie i towarzyszenie tym, którzy przybyli nam to opowiedzieć, było odczuwalne.

Pojawiło się napięcie, kiedy zaczęło docierać do nas, jaka była reakcja na obecność wygnanych. Czy my, jako potomkowie tych „lepszych”, czy nasi przodkowie nie zawiedli? A więc byli ludzie, którzy ratowali konkretne osoby, ich ludzką godność. Tym młodym ludziom udało się wprowadzić w nas niepokój, chociaż dysponowali jedynie amatorskimi możliwościami. Ale też, jak szybko z ról tułaczy powrócili do tu i teraz, do dobrej kompanii ze sobą, uśmiechali się do siebie. Życie jest silniejsze. I ta sklepowa sceneria, sprawy wielkie i realizacja codziennych, życiowych potrzeb: zakupy. Tamten czas młodzi rozliczają, budzą pamięć, chociaż nie rezygnują ze swojego życia – idziemy z nimi dalej.

Zanim powstał sklep budynek dworca w Zbąszyniu stał pusty i niszczał. Kiedyś, w latach pomiędzy pierwszą a drugą wojną światową, był reprezentacyjną budowlą II Rzeczpospolitej. Został wybudowany w 1923 roku. Wtedy Zbąszyń był stacją graniczną, teraz jest zabytkiem. Jest nietypowy i zbyt duży na potrzeby Kolei. Przeprowadzony przez nas remont uratował go. Pracuje tu kilkanaście osób: dwie zatrudnione na pół etatu i wolontariusze. Ludzie w różnym wieku, choć większość z nich to emeryci i kobiety. Oni są obliczem Sklepu. Właściwie Sklep pełni też funkcję klubu, bo wolontariusze chętnie tu przychodzą, przynoszą ciasta, obchodzą swoje święta, celebrują picie kawy, herbaty, rozmawiają. Tu przekazywany jest pełen serwis mniej lub bardziej nieformalnych wiadomości lokalnych.

Oczywiście jest też solidna praca. Poprzez wolontariuszy Sklepu rozprowadzana jest żywność pośród osób ze skromniejszymi dochodami. Fundacja współpracuje z Wielkopolskim Bankiem Żywności. Nasze wolontariuszki i wolontariusze są osobami zaufania społecznego, bo mają narzędzia skutecznego oddziaływania. Obecność w Sklepie i funkcje w środowisku, to prestiż w lokalnej społeczności. Jest w nich obecna satysfakcja z uczestniczenia w czymś ważnym i dobrym.

Sklep dojrzewa wraz z otaczającymi go ludźmi. Kiedyś, dwa razy w roku (w karnawale i jesienią) organizowaliśmy „Bombowe zabawy” dla pracowników i wolontariuszy Sklepu. Tak wtedy rozumieliśmy integrację: dobre jedzenie, śpiew i tańce do późnej nocy. Dzisiaj jesteśmy naturalni, lubimy się, a wzajemną serdeczność okazujemy sobie o wiele bardziej powściągliwie.

Sklep NASZ DOM, to zamysł gospodarczy, program społeczny i integracja środowiska. Brzmi mądrze. Ale najbardziej może istotne są radości, wzruszenia, ekscytacja, ciekawość, szacunek, jakie ludzie przeżywają tu ze sobą. A my sami się dziwimy, jak to możliwe? To jest dom.

Paweł Urbanowicz dla Ekonomiaspoleczna.pl

KOMENTARZE (1) / DODAJ KOMENTARZ

~ruta / 13.07.2014, 02:25

dokładnie tak:)
Udało się Wam stworzyć "Nasz Dom" i dzięki temu ożywić nasz piękny dworzec. Kiedy pytam znajomych, czy kojarzą to miejsce, mówią, że jasne! i każdy mówi też, że nigdzie indziej takiego nie ma :)