Organizacje pozarządowe mają prawo angażować się w działania ekonomiczne i generować własne przychody, by uniknąć pogłębiającego się uzależnienia od środków publicznych oraz filantropii.
Manifest Ekonomii Społecznej

Alternatywne waluty narzędziem wspierającym ekonomię społeczną
PIOTR SZESZKO
aktualizacja: 26.08.2013

PRL-owski talon za surowce wtórne. CC0 (dzieło w domenie publicznej) />/

Idea zastosowania waluty alternatywnej dla wsparcia rozwoju małych społeczności wdrażana jest w życie od prawie 100 lat. Termin ten odnosi się do używanego powszechnie, ale odmiennego od narodowego lub międzynarodowego, pieniądza, który ma normalną moc nabywczą. Na świecie z pierwszymi próbami wprowadzania takich walut mieliśmy do czynienia po I wojnie światowej, a prawdziwy ich wysyp nastąpił po krachu na nowojorskiej giełdzie w roku 1929.

Temat w Polsce od kilku lat propagowany jest między innymi przez przedstawicieli środowiska ekologiczno-alternatywnego Janusza Reichela oraz Andrzeja Żwawę, którzy już od połowy lat 90. ubiegłego wieku na łamach pism „Zielone Brygady” i „Mać Pariadka” promowali alternatywne waluty. Temat nie przebił się jednak do głównego nurtu ekonomii.

Lokalne pieniądze dla przedsiębiorczości społecznej?

Dopiero w ostatnich latach, kiedy w polityce społecznej ale i ekonomicznej zagościło pojęcie ekonomii społecznej nieśmiało zaczęły pojawiać się teksty na temat walut alternatywnych. To jednak nadal mało w porównaniu z resztą świata, czy Europą Zachodnią, gdzie rocznie powstaje po kilkadziesiąt nowych walut lokalnych, a o zagadnieniu piszą najpoczytniejsze dzienniki.

Nadal jednak wiele osób aktywnie zaangażowanych w propagowanie ekonomii społecznej w Polsce nie widzi zalet i korzyści alternatywnych walut. I nadal ta dziedzina znajduje się na głębokich peryferiach ekonomii społecznej. Podczas gdy na zachodzie Europy środowiska zaangażowane w przedsiębiorczość społeczną to te same osoby, które powołują lokalne waluty, jak na przykład w Hiszpanii.

Waluty alternatywne podobnie jak podmioty ekonomii społecznej funkcjonują głównie w społecznościach lokalnych, takich jak gmina, powiat, miasto. Dlatego waluty alternatywne bywają nazywane walutami lokalnymi.

Waluty alternatywne często powstają na obszarach zdegradowanych społecznie i gospodarczo, o wysokiej stopie bezrobocia podobnie jak spółdzielnie. Nawet jeśli istnieje tam wola do zmiany, to brakuje głównie jednej rzeczy – pieniędzy. Gdy już się pojawią, na przykład w formie funduszy unijnych, to dość szybko znikają z lokalnej społeczności poprzez zlecenia dla firm spoza regionu lub wydawane przez mieszkańców podczas zakupów w zagranicznych dyskontach. Co z tego, że powstanie bawialnia dla dzieci założona w formie spółdzielni, skoro rodziców na nią nie stać, lub spółdzielnia remontowo-budowlana tam, gdzie stan techniczny domów jest zły i spółdzielnia mogłaby mieć wiele zleceń skoro właściciele domów nie mają pieniędzy.

Tam, gdzie brakuje gotówki, ratunkiem może być właśnie wprowadzenie waluty alternatywnej. Większość znanych przykładów takiej waluty charakteryzuje się dużą skutecznością: spada bezrobocie, poprawia się lokalna koniunktura. Skuteczność wynika z prostej zasady, dzięki walucie lokalnej pieniądz jest podtrzymywany w obiegu lokalnym, co powoduje wzrost obrotu pieniężnego w lokalnych społecznościach, który generuje wzrost gospodarczy. Waluta obowiązuje tylko na niewielkim terenie, przez co wypracowany wzrost zostaje w lokalnych społecznościach.

Posiadając taką walutę, jesteśmy zachęceni, by kupować lokalne produkty. Jesteśmy zmuszeni, by wybrać lokalny sklep, który takie środki wymiany akceptuje, a nie dyskont czy hipermarket operujący globalnie. Dlaczego lokalnym sklepem, czy wytwórcą nie miałoby być przedsiębiorstwo społeczne akceptujące lokalną walutę?

Do kina za talary

W celu bliższego poznania zasad funkcjonowania systemu warto zapoznać się z doświadczeniem Niemiec. Funkcjonuje tam obecnie około 40 regionalnych walut. Część z nich (dokładnie 28) wchodzi w skład ogólnokrajowej sieci Regiogeld. Sieć wspiera fachową pomocą miasta oraz gminy podejmujących tego typu inicjatywę. Na swej stronie internetowej aktualizuje na bieżąco mapę kolejnych powstających systemów walut lokalnych, organizuje szkolenia, konferencje, doradza.

Jedną z bardziej znanych obecnie walut lokalnych jest Urstromtaler. Została stworzona przez Franka Janskiego, adwokata z Gusen w Saksonii-Anhalt. Wprowadzeniu waluty przyświecał jasny cel wsparcie rodzinnej lokalnej wytwórczości jako przeciwwagi dla dużych koncernów oraz sieci supermarketów. Obecnie ponad 200 firm korzysta z regionalnej waluty. Urstromtalerem można płacić w sklepach, piekarniach, kwiaciarniach, restauracjach. Jest nawet kino, które akceptuje walutę. Banknoty mają termin ważności i tracą wartość po określonej dacie, więc ludzie są zachęcani do wydawania szybko pieniędzy.

W roku 2003 w miejscowości Prien am Chiemsee w Bawarii powołano do życia walutę o nazwie Chiemgauer. Twórcą projektu jest Christian Gelleri, nauczyciel akademicki, który uruchomił ten projekt wraz ze swoimi studentami. Rozwój tej waluty jest imponujący. W roku 2003 wymieniono na nową walutę 68.286 euro, dziewięć lat później, w roku 2012, było to już 1 864 463 euro. Obroty sięgnęły 5,1 milionów euro. W roku 2010 uruchomiono w lokalnej walucie mikrokredyt o wysokości 20 000 Chiemgauer. Od kwietnia 2010 do grudnia 2011 udzielono 275 kredytów.

Do maja 2013 w lokalnej walucie można było płacić u 567 przedsiębiorców reprezentujących szeroki wachlarz branż od gastronomii, po supermarkety, warsztaty samochodowe i hotele. Szacuje się, że około 2,5 tysiąca osób regularnie płaci tą walutą. Korzystają na niej także lokalne organizacje pozarządowe, do których trafiło już ponad 100 tysięcy euro.

Utrzymanie banknotu w obiegu wymaga od jego posiadacza opłacenia, raz na 3 miesiące, swoistego podatku demurrage (zwanego również ujemnym oprocentowaniem). Podatek został wymyślony przez niemieckiego ekonomistę Silvio Gesella. Istota demurrage polega na wymuszonej opłacie za przestój pieniądza, co ma zachęcać do jego wydawania a nie trzymania w banku na procencie. Zwolennicy systemu szacują, że chiemgauer krąży w obiegu 2,5 razy szybciej niż euro. Przedsiębiorcy, którzy biorą udział w programie, płacą jednorazowo 100 euro oraz wnoszą comiesięczną opłatę od 5 do 10 euro, w zależności od obrotów. Za wymianę chiemgauera na euro trzeba zapłacić 5% prowizję.

Dość ciekawą inicjatywą w Niemczech poruszającą się na granicy ekonomii społecznej i waluty alternatywnej jest Sozialmarkt (rynek społeczny). Pierwsze Sozialmarkty w Niemczech zaczęły powstawać w roku 2006 w celu zapewnienia osobom długotrwale bezrobotnym pracy. Oferowane na Sozialmarkt produkty są wyłącznie rękodziełem wykonanym przez osoby bezrobotne, często są to naprawione sprzęty RTV lub AGD znalezione wcześniej na śmietniku. Walutą za którą można dokonywać zakupów jest złoty talar, który odpowiada wartości 50 centów i można go zakupić w kasie podczas Sozialmarkt. W samym Berlinie działają trzy Sozialmarkty.

Ciekawie na mapie walut alternatywnych prezentuje się również Hiszpania. Odkąd w Hiszpanii rozpoczął się kryzys, Hiszpanie powołali ponad 30 walut. Puma, ECO, mora, jara czy zokito - to tylko niektóre z nazw alternatywnych walut, którymi posługują się Hiszpanie. Zwykle ich obieg nie wykracza poza jedno miasto czy dzielnicę. Żeby je zdobyć, nie trzeba mieć euro, wystarczy wykonać jakąś pracę społeczną, a potem można nimi płacić w wyznaczonych sklepach czy barach.

Jedną z walut jest ECO. Funkcjonuje od października 2012 roku Inicjatorem jest Stowarzyszenie Sieci Lokalnej Gospodarki. Waluta powstała z myślą o mieszkańcach, firmach i organizacjach miejscowości Alt Congost. Głównym celem systemu ECO jest zwiększenie lokalnego handlu wzrost siły nabywczej ludności, powstawanie spółdzielni, tworzenia nowych miejsc pracy.

Członkowie sieci ECO mają do dyspozycji platformę internetową, na której posiadają konto wraz z bieżącym rachunkiem i linią kredytową za usługi lub produkty. Dla uczestników została również uruchomiona aplikacja telefoniczna. W celu ułatwienia wymiany na obszarach bez połączenia telefonicznego czy internetowego, mogą być również stosowane rozliczenia papierowe. Pierwszym krokiem jest dostarczenie produktu lub usługi innym członkom sieci i udział w pracy społecznej. Wartość ECO określono w stosunku do Euro – jeden euro to jeden ECO, a godzina pracy jest warta 10 ECO.

Już nie ma talonów za złom

W Polsce, wbrew zjawisku rozwijającemu się w Europie Zachodniej, nie powstają papierowe waluty lokalne, które pełniłyby role pieniądza zastępczego. Bardziej przyjął się system zwany LETS bazujący na wymianie usług i dóbr pomiędzy uczestnikami współpracującej ze sobą grupy, połączonej w produktywną całość z pominięciem pieniądza.

Warto jednak w tym miejscu wspomnieć o okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Obowiązującą walutą był, jak obecnie, złoty polski, jednak w ramach systemu finansowego funkcjonowały tzw. waluty komplementarne. Bon PeKaO – (tzw. polski dolar), stosowany w okresie PRL środek płatniczy był substytutem walut wymienialnych ważnym wyłącznie w wydzielonej sieci placówek handlowych (tzw. "sprzedaży towarów eksportu wewnętrznego").

Służył przede wszystkim jako narzędzie ułatwiające przejmowanie przez państwo deficytowych w okresie PRL walut wymienialnych, a także stymulował obrót w państwowym systemie eksportu wewnętrznego (poza PRL bony były bezwartościowe). Był wydawany jako namiastka walut osobom, które otrzymywały przekazy pieniężne z USA i Europy Zachodniej oraz obywatelom polskim pracującym na rzecz polskich firm zagranicą, bądź otrzymującym przelewy z zagranicy w miejsce należnych im walut wymienialnych. Bony te służyły wyłącznie do zakupów w sklepach PEWEX i Baltona. W obu tych sieciach można było za walutę bądź za bony kupić najbardziej poszukiwane towary, zarówno importowane, jak i krajowe.

Ponadto istniał system, który ucieszyłby zapewne dzisiejszych ekologów – talony za surowce wtórne. Funkcjonowały od lat 70. do schyłku PRL-u. Talon otrzymywało się po dostarczeniu do skupu surowców wtórnych makulatury, butelek, złomu. Odpowiadał on określonej kwocie zgodnej z ilością dostarczonych surowców. Z talonami można było udać się do sklepu (zazwyczaj był to jeden lub dwa w mieście), gdzie talony można było wymienić na artykuły przemysłowe, zazwyczaj niedostępne w normalnych sklepach. System sprzyjał prowadzeniu efektywnej gospodarki związanej z odzyskiwaniem surowców wtórnych.

Po upadku PRL w Polsce podejmowano kilkanaście prób wprowadzenia walut alternatywnych, między innymi wspomnianego już systemu LETS, w większości przypadków jednak system nie wychodził poza ludzi z jednego środowiska i po pewnym czasie się rozpadał.

Uwarunkowania prawne alternatywnego systemu walutowego

W większości krajów brakuje precyzyjnych rozwiązań prawnych dotyczących walut alternatywnych. W pierwszym okresie od powołania lokalnej waluty powoduje to często konsternacje lokalnych władz i próbę przeciwstawienia się rozwojowi lokalnej waluty. Jednocześnie jednak istnieje pewne przyzwolenie, przy zachowaniu określonych zasad.

W Brazylii udało się przekonać władzę, że lokalny pieniądz nie stanowi żadnego zagrożenia dla oficjalnej waluty gdyż funkcjonuje razem z nią, a właściwie jest nie tyle formą pieniądza, co kuponów. Władze zaprzestały walki, a nawet pomogły utworzyć lokalne filie społecznych banków.

W Niemczech Bundesbank toleruje regionalne waluty. Na każdym banknocie drukowane jest słowo kupon, więc nie są to pieniądze w tradycyjnym sensie. Aby korzystać z takich kuponów należy stać się członkiem jednego ze stowarzyszeń działających w którymś z systemów. Klaus Rath, minister spraw wewnętrznych Saksonii wydał nawet opinię prawną, w której stwierdził, że regionalne waluty są nie tylko legalne, ale nawet pożądane, gdyż stymulują gospodarkę regionu.

W Stanach Zjednoczonych transakcje wymienne należy zgłaszać do urzędu skarbowego, a więc przestały one być postrzegane jako oszustwo podatkowe. Lokalne banknoty muszą wyraźnie różnić się od amerykańskich dolarów, a także ich wartość musi być powiązana z dolarem, aby transakcje tymi walutami dało się opodatkować.

Jeszcze inaczej do tematu podchodzą władze Irlandii. Które wydały opinie prawną na temat waluty quid z miasteczka Kilkenny Stwierdza ona, iż quid nie jest zabroniony przez prawo irlandzkie, ani nie zamierza służyć jako powszechnie uznana miara wartości, ani jako ogólnokrajowy środek wymiany, trudno więc uznać, że mógłby wypełnić definicję pieniądza czy waluty w sensie prawnym.”

Narodowy Bank Polski, w związku z pojawiającymi się w mediach informacjami o emisji "lokalnych pieniędzy" (głównie w turystycznych miejscowościach na czas sezonu wakacyjnego), wydał komunikat, iż polskie przepisy nie przewidują możliwości wydawania pieniądza lokalnego rozumianego jako prawny środek płatniczy, ale można produkować żetony i bony towarowe. Inicjatorzy tych przedsięwzięć nie powinni jednak działać w sposób, który mógłby wprowadzić w błąd ich odbiorców, co do prawnego charakteru takich inicjatyw, w szczególności przypisywania im przymiotu pieniądza rozumianego jako prawny środek płatniczy

Ważną kwestią w przypadku pieniądza alternatywnego jest także forma jego dystrybucji w społeczności lokalnej. Najlepszą z metod byłoby oczywiście wypłacanie wynagrodzenia lub jego części pracownikom w lokalnej walucie, którą byłyby np. bony czy kupony.

Zgodnie z polskim prawem wynagrodzenia pieniężne mogą być wypłacane wyłącznie w pieniądzu mającym prawny obieg. Wypłata w innej formie niż pieniężna może nastąpić wyłącznie na podstawie postanowień układu zbiorowego pracy, bądź też jeśli pracownik wyraził na to zgodę na piśmie zgodnie z art. 86 § 2 Kodeksu Pracy. Tym samym oznacza to, iż w Polsce istnieje możliwość pokrycia części wynagrodzenia w formie bonów, czy kuponów, musi to być jednak poprzedzone wyraźną zgodą pracownika na tę formę zapłaty.

Okazuje się, iż w naszym kraju jest to już dość częsta praktyka, stosowana głównie w sieciowych sklepach z odzieżą, gdzie pracodawcy część wynagrodzenia wypłacają w kuponach, które można zrealizować wyłącznie w sklepach własnej sieci. Jednak w tym konkretnym przypadku pracodawcy przyświeca wyłącznie jeden cel maksymalizacji własnego zysku, a nie idea rozwoju lokalnego.

Szansa dla ekonomii społecznej

Ekonomia społeczna jest, zwłaszcza na gruncie polskim, dziedziną gospodarki ściśle związaną ze społecznościami lokalnymi, gminami i powiatami. To przede wszystkim tam powołuje się do życia spółdzielnie socjalne, centra integracji społecznej, które stanowią narzędzie rozwiązywania problemów osób wykluczonych. W większości skuteczne rozwiązania wprowadzenia waluty alternatywnej dotyczą przede wszystkim obszaru miasteczka, gminy bądź powiatu.

Alternatywne waluty tak samo, jak ekonomia społeczna powstają w celu zmniejszania wykluczenia społecznego, bezrobocia i biedy. Stworzenie i uruchomienie lokalnego systemu monetarnego jest zadaniem dość skomplikowanym i pracochłonnym. Jednak w miarę jak rozwijać się będą systemy płatności mobilnych i inne nowoczesne formy pieniądza bezgotówkowego, tworzenie lokalnych walut będzie coraz łatwiejsze i tańsze.

Alternatywne waluty niewątpliwie przyczyniają się do integracji społeczności lokalnej, tym samym poprawiając jakość życia, tworząc nowe relacje i inny sposób myślenia o współuczestnikach życia gospodarczego. Należy jednak pamiętać, że waluta musi być opłacalna zarówno dla kupujących, jak i sprzedawców. Na pewno obecny czas na tworzenie walut lokalnych jest sprzyjający. W dobie szalejącego w Europie kryzysu, w erze załamywania się europejskich gospodarek i poszukiwania alternatywy dla obecnego systemu, odpowiedzią stają się lokalne waluty. Tak było już w przeszłości, tak dzieje się i dziś.

Waluta alternatywna, aby zainteresowała potencjalnych uczestników systemu, musi opłacać się każdej ze stron. Można to osiągnąć na przykład poprzez zastosowanie zniżek i promocji. Jeśli konsumenci będą więcej kupowali, sprzedawcy zauważą wzrost zysku i obrotów, co z kolei zachęci ich do dalszego wspierania lokalnej waluty. Dzięki temu obie strony będą usatysfakcjonowane i skorzysta cała społeczność.

Współcześnie w Polsce, ale i na świecie waluty lokalne nie stanowią realnej alternatywy dla walut oficjalnych. Pytaniem jest, czy to jest ich celem, a może, jak proponuje Janusz Reichel, potrzebujemy tzw. dwuwalutowości, którą rozumie jako ubezpieczenie oficjalnego systemu finansowego pieniądzem zastępczym (tzw. pieniądz asekurowany). Dzięki alternatywie jaką dla pieniądza oficjalnego stanowiłby pieniądz zastępczy mielibyśmy do czynienia z konkurencją między tymi dwoma rodzajami pieniądza, co poprawiłoby funkcjonowanie całego systemu.

Dlaczego nie spróbować wypłacać części wynagrodzenia pracowników zatrudnionych w jednostkach samorządu terytorialnego w formie bonów akceptowanych w lokalnych sklepach i punktach usługowych? Pozwoliło, by to na zatrzymanie w lokalnej gospodarce części pieniądza „wysysanego” obecnie poprzez wielkie sieci dyskontów zalewających polskie miasteczka.

Dlaczego nie spróbować w lokalnej walucie wypłacać zasiłki, które obecnie pomoc społeczna często wydaje w formie kuponu, (za który klient w lokalnym sklepie otrzymuje towary) lub w naturze? Klient wydałby je wyłącznie na miejscu w lokalnym sklepie, aptece itp. byłby to dobry sposób dystrybucji alternatywnej waluty, którą wszyscy aktorzy tego systemu posługiwaliby się w skali lokalnej.

Należy również pamiętać, że ogromna część produktów pierwszej potrzeby może być wytwarzana lokalnie. Po co kupować chleb czy przetwory mleczne oraz warzywa wyprodukowane w innych województwach, a co dopiero krajach? Niestety na chwilę obecną nie ma konkretnego polskiego przykładu papierowego pieniądza lokalnego. Przyszłość alternatywnych walut w naszym kraju jest wielką niewiadomą, jednak ciągle rosnące i nawarstwiające się problemy społeczno-gospodarcze, a z drugiej strony rozwój technik komunikacyjnych (wykorzystanie Internetu, smartfonów, kart płatniczych) powodują, iż być może obecny wiek będzie właśnie wiekiem rozwoju wielu alternatywnych walut.

Piotr Szeszko dla Ekonomiaspoleczna.pl

Artykuł pochodzi z portalungo.pl

PRZEŚLIJ ZNAJOMEMU | DO DRUKU
KOMENTARZE (0) / DODAJ KOMENTARZ