Nie zawsze koszty oznaczają po prostu cenę, a korzyści nie muszą oznaczać wyłącznie bezpośredniej realizacji podstawowego celu, ale być może większej ich liczby, w tym celów społecznych – ważnych dla lokalnej społeczności.
Manifest Ekonomii Społecznej

Spółdzielnia, która chce zmienić świat
PAULINA WAJSZCZAK
aktualizacja: 19.04.2013

Aurea Social w Barcelonie to przedsięwzięcie, które wpisuje się w koncepcję postwzrostu. Fot. Caro />/

W Hiszpanii powstają jedyne w swoim rodzaju spółdzielnie, których celem jest rewolucyjna zmiana zarówno systemu gospodarczego jak i stosunków społecznych - pisze Paulina Wajszczak z Katalonii dla Ekonomiaspoleczna.pl.

Diana nie wygląda na rewolucjonistkę. Biorąc pod uwagę ultra innowacyjny i oryginalny tryb życia jaki prowadzi, można nawet powiedzieć, że, wygląda zwyczajnie. Proste, ciemne włosy, okulary, chustka w kwiatki i granatowe dżinsy, żadnego kolczyka czy tatuażu, dredów czy makijażu, wprost przeciwnie. Opowiada z pasją, porządkuje logicznie poszczególne wątki, grzecznie się uśmiecha. Zna portugalski, angielski, hiszpański, trochę katalońskiego i francuskiego, jest nauczycielką tańca współczesnego.

Od niemal pół roku Diana mieszka w Barcelonie i pracuje w Cooperativa Integral Catalana – spółdzielni, której celem jest stworzenie całościowego, alternatywnego systemu funkcjonowania człowieka w społeczeństwie, w oparciu o wypracowane współcześnie normy i wartości, zupełnie niezależnie od norm powszechnie obowiązujących oraz co ważniejsze – od państwa. Z własną opieką zdrowotną, systemem edukacji, walutą, komunikacją, zaopatrzeniem w żywność czy mieszkalnictwem.

Co najważniejsze – bez względu na to, jak utopijnie brzmią idee CIC – tu, w Barcelonie udaje się je realizować, w co angażują się już rzesze ludzi.

W całej Hiszpanii powstało już co najmniej kilkanaście analogicznych „kooperatyw“, które współpracują ze sobą i dzielą się doświadczeniami. Inspirowane przez rozczarowanych kapitalizmem wolnomyślicieli z Katalonii tworzą razem sieć, będącą w praktyce dobrowolnym zgromadzeniem jednostek, które współpracują ze sobą czasem 24 godziny na dobę, mimo, że nikt nimi nie dowodzi i nikt im za to nie płaci. No chyba, że w „eco“ czyli niezależnej walucie, wymyślonej na potrzeby kooperatywy.

Wspólnie realizują jedną z fundamentalnych zasad przedsiębiorczości społecznej – transformują problemy i przeszkody jakie stworzył stary system w rozwiązania korzystne dla swoich członków.

Uroki minimum

Diana jest Portugalką, do Barcelony przyjechała 6 miesięcy temu. Znalazła pracę w jednym z lokalnych stowarzyszeń kulturalnych. Nie mogła zacząć pracować, bo pojawił się problem związany z rozliczeniami finansowymi. Aby uczyć w Stowarzyszeniu, Diana musiała zarejestrować się jako tzw. autonomo, czyli wolny strzelec, co, mówiąc krótko, absolutnie się nie opłaca. Z niezrozumiałych względów życie freelancera w Hiszpanii jest skazane na finansową porażkę, o ile nie zarabia on poważnych pieniędzy i nie może płacić horendalnie wysokich podatków.

Stowarzyszenie nie mogło zapłacić wiele za lekcje tańca, ale na szczęście dla Diany, ktoś skierował ją do CIC. Tu, w ramach specjalnego projektu przeznaczonego dla freelancerów, zatrudniono ją jako wolontariuszkę, która od tej pory nauczała tańca z ramienia kooperatywy i za jej pośrednictwem odbierała swoje wynagrodzenie. Cała operacja jest jak najbardziej legalna i przejrzysta, nad czym czuwa specjalna „Sekcja Prawnicza“ CIC czyli grupa prawników specjalizujących się w wyszukiwaniu i wykorzystywaniu luk prawnych na korzyść obywateli i społeczności.

Dla oficjalnego systemu podatkowego Diana nie istnieje, co zresztą to i tak nie ma znaczenia, bo właściwie żyje bez pieniędzy.

– Od kiedy trafiłam do CIC zostałam tu na stałe. Większość pieniędzy, jakie zarobiłam w stowarzyszeniu, przeznaczyłam na lekcje tańca u kogoś dużo lepszego ode mnie. W marcu po raz pierwszy odebrałam pensję w formie pieniężnej, bo była mi w końcu potrzebna. Na początku miałam trochę oszczędności, a poza tym ograniczyłam swoje potrzeby konsumpcyjne do minimum. Jem w Aurea Social, tutaj kręci się całe moje życie. Nie interesują mnie zakupy jako takie, a ubrania czy inne przedmioty zdobywam na zasadzie wymiany. Dużo się uczę i pracuję – mówi Diana.

Aurea Social o którym wspomina Diana to ośrodek wymiany idei i myśli stworzony w ramach CIC. Jego siedziba mieści się na ulicy Sardenya, tuż obok Sagrada Familia, w obleganej przez turystów części miasta.

Samozarządzanie sobą

Na obiad w Aurea trzeba się zapisać przed 11, żeby osoby, które danego dnia gotują wiedziały dla ilu osób trzeba przygotować posiłek. Czasem chętnych jest 10, czasem 35. Goście z zewnątrz płacą 5 Euro, a sam obiad mógłby zawstydzić niejedną restaurację: składa się zawsze z kilku dań i deseru, a jego podstawą są świeże warzywa.

Gotuje zazwyczaj Maria, która prowadzi także warsztaty kuchni makrobiotycznej. W zamian za lekcje uczniowie pomagają jej w kuchni. Pierwszą zasadą funkcjonowania w Aurea Social jest wzajemność: korzystam z tego co robią inni ludzie i odpłacam się jak mogę.

– Tu nie ma nic za darmo, my nikomu w niczym nie pomagamy – tłumaczy Carolina, odpowiedzialna w AS za kontakty z mediami – My po prostu współpracujemy ze sobą. Wszystko co się tu dzieje – opieka zdrowotna czy opracowywany przez nas sytem edukacji – opiera się na osobistej odpowiedzilaności jednostki za swój własny rozwój i dobrobyt. Przy tym szczęście jednostki jest także sprawą całej społeczności, szczęśliwi ludzie tworzą szczęśliwy świat. Społeczność stara się zapewnić jednostkom wszystko co jest konieczne do zadbania o swoje szczęście. Ale jak to zostanie wykorzystane – to już indywidualna sprawa każdego z nas – tłumaczy Carolina.

Jak wzajemność wygląda w praktyce? Dość łatwo przyjrzeć się temu na przykładzie opartego na zasadzie „self menagement“ systemu zdrowotnego „Sha“ (Salud Holistica Autogestionada). Tworzą go w głównej mierze wolontariusze, specjaliści wszelkich dziedzin medycyny. Bardzo ważna jest dla nich profilaktyka oraz całościowe spojrzenie na każdego człowieka. Nie ma tu słów „pacjent“ czy „specjalista“, nie istnieje leczony i leczący, najlepiej jeśli każdy człowiek sam wybierze co jest dla niego dobre.

– Każdy, kto chce zapisać się do systemu, musi wypełnić formularz w którym szczegółowo opisuje swoje zdrowie psychiczne i fizyczne dziś, rok temu, dwa lata temu. Musi uwzględnić w tym formularzu każdy element życia – uczucia, pracę, stan materialny. Bardzo często okazuje się, że ten pierwszy wywiad rozjaśnia przyczyny ewentualnych dolegliwości. – mówi Carolina. Do „Sha“ zapisać może się każdy i za darmo.

Wezwanie do rewolucji

Piętnastego marca 2013 roku, Aurea Social brała udział w akcji pt. „Wezwanie do Ogólnej Rewolucji“ zorganizowanej w 3 rocznicę powstania Cooperativa Integral Catalana. Akcja obchodzona była we wszystkich hiszpańskich odnogach CIC oraz w zaprzyjaźnionych organizacjach. Projekt „Ogólnej Rewolucji“ jest dziełem m.in. twórców CIC, w większości Katalończyków.

Jest wśród nich m.in. Enric Duran, słynny ze względu na prowokacyjną akcję protestacyjną w ramach której wziął 68 kredytów w 39 hiszpańskich bankach na łączną kwotę 492 tysiące Euro, udając zamożnego właściciela firmy. Celem akcji była demaskacja i analiza tradycyjnego systemu ekonomicznego, jego wad a przede wszystkim nierentowności oraz skłonności do podporządkowywania się biurokracji i stereotypom nawet w sytuacji zagrożenia.

Duran, znany także jako Robin Bank, pieniądze pożyczone od banków zainwestował w walkę z kapitalizmem, a swoje doświadczenia a swoje doświadczenia opisał w książce: pt. Insumision a la Banca (2009), w której do podobnych eksperymentów zachęca czytelników. Opisuje także, jak pozbywać się powoli tzw. dóbr prywatnych, co w stosownych okolicznościach czyni obywateli właściwie bezkarnymi kredytobiorcami. Duranowi wytoczono proces, a bronią go rzecz jasna prawnicy z „Sekcji Prawniczej“ CIC.

Na czym polega rewolucja
Podstawową zasadą Rewolucji jest walka z wszystkimi formami dominacji i tworzenie społeczeństw alternatywnych na drodze „generalnej, całościowej rewolucji“.
Założenia ideologiczne Rewolucji.
1. Sprawiedliwe relacje międzyludzkie oparte na idei wolności.
2. Samoorganizacja i suwerenne zgromadzenia ludowe.
3. Przywrócenie wspólnej własności z korzyścią dla każdego.
4. Budowa systemu społdzielczego, który jest publiczny i opiera się na samozarządzaniu.
5. Uwolnienie dostępu do informacji i wiedzy.
6. Nowa ekonomia oparta na zasadach współpracy i sąsiedztwa.
7. Szacunek dla życia i środowiska naturalnego.

Aurea Social ma swoją siedzibę w eleganckim, wręcz ekskluzywnym budynku przy ulicy Sardenya, niegdyś należącym do bogatej barcelońskiej rodziny, która prowadziła tu jedno ze swoich SPA. – Niestety firma upadła, właścicieli posesji nie stać było na jej utrzymanie, lada dzień miała zostać skonfiskowana przez bank. W 2011 roku przypadkiem trafili na siebie właściciele i przedstawiciele spółdzielni. Udało się znaleźć luki prawne, dzięki którym dawne SPA wynajęto kooperatywie za symboliczną kwotę, co pozwoliło odroczyć konfiskatę przez bank. Sprawa jest w toku i jest nadzieja, że dzięki prawnym kruczkom potrwa dość długo – opowiada Carolina.

Krok po kroku

Wielkie, oszklone drzwi rozsuwają się bezszelestnie, za kontuarem recepcji w Aurea Social siedzi zawsze ktoś nietuzinkowy i uśmiechnięty. Czasem jest to pan w okularach z długą siwą brodą, czasem młoda, uśmiechnięta dziewczyna z malutkim kolczykiem w nosie, czasem Carmen, pani w średnim wieku, która wydaje się być wyjątkowo kompetentna. Odbierają telefony, udzielają informacji. Pracują na rzecz spółdzielni, by móc korzystać z bardzo szerokiej oferty jej usług.

W czterokondygnacyjnej kamienicy odbywają się warsztaty, zajęcia, seminaria, dyskusje. Na dachu jest ogród – zasadzony zresztą przy okazji ostatniego „Wezwania do Ogólnej Rewolucji“ – głównie zioła, pomidory, warzywa. Spotykają się tu rodzice dzieci edukowanych w trybie tzw. homeschooling, tutaj mieści się również biblioteka.

W ramach CIC obok Aurea Social działają także tzw. EcoXarxa czyli organiczne farmy żywności, które zaoopatrują kooperatywę w jedzenie. Duża część transakcji między członkami kooperatywy odbywa się na zasadzie wymiany barterowej lub przy użyciu alternatywnej waluty „eco“.

Aurea Social to jednak nie tylko bydynek przy ul. Sardenya. „Sekcja Prawnicza“ doprowadziła do zajęcia – całkowicie legalnie, za pomocą tej samej techniki najmu za symboliczną kwotę, jednej z kamienic w barcelońskiej dzielnicy Raval, tworząc precedens jeśli chodzi o gospodarowanie budynkami, których właściciele zbankrutowali.

– Mieszkańcy tego budynku płacą tzw. socjalny czynsz, dbają o nieruchomość i swoje mieszkania, dlatego na podstawie ugody między właścicielem i bankiem sąd przyznał im prawo do użytkowania mieszkań przez kolejne 5 lat – mówi Carolina – Przy okazji tworzą oni wspólnotę, która rządzi się swoimi wewnętrznymi prawami, m.in. zasadą wzajemności.

Aurea Social rośnie w siłę, trudno zliczyć wszystkie obszary działalności i aktywności jej twórców. – Praca tu jest tak fascynująca i wciągająca, daje takie poczucie satysfakcji, że nie można się od niej oderwać – mówi Diana.

Wszystkie osoby i ozrganizacje zainteresowane wzięciem udziału w Ogólnej Rewolucji – mogą zgłosić się za pośrednictwem strony internetowej do udziału w międzynarodownym spotkaniu na ten temat. Termin jest jeszcze nie znany, sugerowane miejsce – Katalonia, Hiszpania.

Paulina Wajszczak dla Ekonomiaspoleczna.pl

Artykuł pochodzi z portalungo.pl

PRZEŚLIJ ZNAJOMEMU | DO DRUKU
KOMENTARZE (18) / DODAJ KOMENTARZ

~ROSE CESTLAVIE / 06.01.2014, 05:30

NIE TAKA ANARCHIA DZIECINNA AŻ!
... W zdecydowanej większości przypadków Anarchia interpretowana jest jako niekontrolowany wybuch absolutnego bezładu. Jest to oczywiście interpretacja politycznie pro-rządowa-policyjna i mająca na celu umocnienie w podstawach, czyli u bogobojnych niezniszczalnych pracowników, przekonanie, że jedynym dobrem na wszelakie zło jest władza centralna...!!! o zgrozo! Wyżej opisana w klarownym artykule forma spółdzielczości, proszę dogłębnie i spokojnie zrozumieć sens terminu - spółdzielczość, jest rozpowszechniana i ulepszana we świecie całym, ale to całym calusieńkim, od dziesięcioleci ... jest to dość często odruch społeczności zanarchizowanych, które odkrywają radykalny sens polityki centralnej i które odsuwając się od tego typu systematyczności w bardzo krótkich terminach odkrywają wolność a pojęcie równości staje się rzeczywistym. Istnieje w europie kilka, o ile nie kilkanaście miejsc "autonomicznych" . Zwracam tutaj uwagę na cudzysłów , bowiem autonomia jako taka dana jest wyłącznie jednostkom wybitnie zdeterminowanym, gdyż podjęcie się budowy dzieła autonomicznego jest dokładnie tym samym co wybudowanie miasta, aczkolwiek istnieją miejsca, które w taki oto sposób powstały... Zarzucanie Anarchistom dążeń do realizacji "utopii" jest absolutnie bezpodstawne, bowiem historia ludzkich osiągnięć jest oparta na tymże fenomenie. Kiedyś, dawno temu , człowiek wzbijający się w przestworza to był pomysł wyjątkowo dziecinny, a jednak...? Pojęcie automatyzacji powstało już w 17 wieku, trzy stulecia później pojawili się pozytywiści, anarchiści, socjaliści i komuniści, przewodzili im oczywiście romantycy, lecz Ci którym w istocie udaje się wprowadzić w życie nas wszystkich automatyzację to jednak ci "wredni" starzy jak świat, "krnąbrni", "przebiegli", "krwiopijcy" KA-PI-TA-LI-ŚCI !!! Co tak na prawdę różni kapitalistę , socjalistę i anara ? W zasadzie nic, każdy z nich pragnie żyć na swój sposób, każdy z nich, o ile nie jest zepsutym kapitalistą, lub podgniłym socjalistą-politycznym błaznem, dąży do stworzenia swej społeczności. Co więcej ! gdy przyjrzymy się aktualnym komunom, jak miasteczko alpejskie Aussois, którego obrót sezonowy to kilkanaście milionów euro, to zauważymy, że mieszkańcy tejże komuny, potrafili zbudować system socjalny w oparciu na rozwiązaniach zdecydowanie kapitalistycznych. Mieszkańcy tej komu zarabiają godnie, ich świadczenia socjalne są do pozazdroszczenia i nawet Anar tam odnajdzie się. Dlatego, proszę by Anarchiści , którzy są romantykami od zawsze ( tutaj również błagam o przypomnienie sobie jak przepotężną ogólnoświatową rewolucję rozkręcili Ci "umysłowcy-poeci-utopiści" ), proszę więc, by zaprzestano wytykania nam dziecinady!!! Bowiem, ludzie są bardzo różni, pragną bardzo różnych rozwiązań na życie, a, że Anary są elektronami wolnymi, co pomaga im uczyć się świata o wiele szybciej niż innym? no cóż, na tym własnie polega ten świat, że jest prze-doskonały w swej niedoskonałości. Natomiast rewolucje, które nie są fabrykowane przez popsutych prawicowców, żądnych władzy lewicowców, MTV czy koncern farmaceutyczny, powinny być dla nas wszystkich przejawami życia, które jeśli je skontrolować, to przestaje żyć... udowodnione naukowo :)

~Ja / 05.01.2014, 10:25

Halo!
Ciekawi mnie kto drukuje (produkuje) ta tzw. "eco" walutę i jak ona wygląda?

~Henryk Lewandowski / 02.05.2013, 08:19

Odrobina historii
Edward Abramowski w: „Idee społeczne kooperatywizmu” (1907) pisał: „Dzisiaj, kiedy uwaga społeczeństwa jest zaprzątnięta reformami państwowymi, kiedy rozmaite stronnictwa współubiegają się o postawienie programu żądań, zabezpieczających najlepiej prawa i wolności obywatelskie, warto jest przypomnieć sobie, że istnieje forma współżycia, stojąca poza organizacją państwową, a która zdolna jest nie tylko do wykonywania wszelkich zadań społecznych, lecz zarazem zabezpiecza najlepiej i najszerzej wolności obywatelskie. Formą tą są stowarzyszenia. Najdalej idące konstytucje państw demokratycznych, najszerzej pojęte przedstawicielstwa ludowe nie osiągają nigdy i nigdy osiągnąć nie mogą takiego zabezpieczenia wolności człowieka, takiego poszanowania woli jednostki wobec zbiorowości, jaka charakteryzuje stowarzyszenie... Dla zrozumienia tego przyjrzyjmy się, jakie są zasady organizacji stowarzyszeń kooperatywnych. (...) A więc przede wszystkim, władza prawodawcza stowarzyszeń należy do ogółu członków... Tylko uchwały zgromadzenia ogólnego, przyjęte większością głosów, mają moc obowiązującą dla stowarzyszenia. Uchwały te są w ciągłej zależności od woli swych twórców i jeżeli, po pewnym czasie, okażą się niedogodne, zgromadzenie ogólne może je usunąć i zastąpić in¬ny¬mi. W tworzeniu uchwał, w ich doskonaleniu i krytyce mogą brać udział wszyscy członkowie. Prawo inicjatywy (...) jest tutaj nieograniczone... Prawodawstwo - jeżeli można ten termin państwowy zastosować do zrzeszeń wolnych - jest więc tutaj w ciągłej styczności i w ciągłym uzależnieniu od potrzeb i od przekonań tego ogółu, dla którego powstaje i działa. Władza wykonawcza, tj. zarząd stowarzyszenia kooperatywnego, jest wybierana przez zgromadzenie ogólne na czas określony i zostaje pod dwojaką kontrolą stowarzyszenia: pod kontrolą zgromadzenia ogólnego (...) oraz pod kontrolą komisji wybranej w tym celu przez zgromadzenie. Rola zarządu jest zazwyczaj ograniczona do wykonywania ogólnych postanowień zgromadzenia i tych zadań, które stanowią stałą funkcję stowarzyszenia. O ile by zaś stowarzyszenie przekonało się, że wykonywanie to nie zgadza się z duchem jego uchwał i dążeń, można w każdej chwili poddać je surowej krytyce i zmienić zarząd. Mamy więc tutaj wszystkie zasadnicze cechy konstrukcji demokratycznej, w jej postaci najbardziej rozwiniętej: najwyższa władza prawodawcza spoczywająca w rękach ogółu; prawo inicjatywy przysługujące każdemu; bezwzględna swoboda krytyki (...) władza wykonawcza, powstająca z wyborów bezpośrednich, odpowiedzialna przed ogółem za wszystkie swoje czyny i skrępowana wolą większości w reformach zasadniczych... Pomiędzy stowarzyszeniem a państwem, choćby najbardziej demokratycznym, zachodzi jednak różnica zasadnicza (...) oto ta mianowicie, że stowarzyszenie jest dobrowolnym związkiem ludzi, tworzącym się na mocy naturalnej wspólności potrzeb, państwo zaś - organizacją terytorialną przymusową, prawem ziemi, które owłada człowieka, dlatego, że na niej zamieszkał. Nie daje ono nigdy swoim obywatelom swobody uchylania się od jego praw i rozporządzeń, swobody dobrowolnego należenia lub nienależenia do jego organizacji... (...) Człowiek wchodzi w szablon życia, który inni wytworzyli dla niego przymusowo, kastruje swą indywidualność w najrozmaitszy sposób, przechodzi przez rozmaite musztry, zatraca wszelką łączność swych utajonych pragnień z czynem (...). W tym przeobrażeniu moralnym człowieka - z niewolnika na wolnego twórcę życia - widzi kooperatyzm swoje najważniejsze zadania, głęboką istotę szerzonej przez się kultury demokratycznej (...). Ci, którzy dotychczas korzystali tylko z rozkazów swych przełożonych (...), rządzeni i cywilizowani na czyjąś modłę, tutaj, w kooperatywie sami muszą radzić i decydować o wszystkich swoich sprawach (...). Muszą nie tylko radzić nad tym, ale i tworzyć to wszystko, ukształcać instytucje, przystosowywać je do swoich żądań i charakterów, wkładać w nie własną inicjatywę, zapał tworzenia. Instytucja społeczna przestaje wtedy gnębić człowieka, staje się posłusznym w jego ręku narzędziem, pozwala mu zmieniać na rzeczywistość to, co jest potrzebą i sumieniem, jego myślą i uczuciem, pozwala mu być twórcą”. ...myślę, że ten fragment zachęci zainteresowanych do zainteresowania historią spółdzielczości w Polsce, która w czasach PRL została skompromitowana przez nadmierną ingerencję państwa w struktury organizacyjne, cele i metody działania…

~Radar / 29.04.2013, 08:38

Od dawna
Od dawna poszukuję "innego" systemu.

~takitotam / 26.04.2013, 12:12

"czysty wolny rynek"
andrzejto: wolny rynek - płać albo zdychaj anarchizm - nic twojego, wszystko dla ciebie Tyle, nie lewicuj bo słowo lewica nie znaczy już nic od dobrych 100 lat

~andrzejto / 24.04.2013, 04:04

To czysty wolny rynek
Wewnątrz tej grupy czy też "spółdzielni" jak też wymiana pomiędzy tymi spółdzielniami, to czysty wolny rynek. Działanie w ten sposób pozwala na unikanie opodatkowania przez Państwo. To chichot historii, że ludzie uważający się za lewicowców stosują rozwiązania wolnorynkowe. Nota bene jak to jest? Lewica przecież popiera podatki i uważa, że skądś ma być finansowana "redystrybucja dochodu" to dlaczego sama od tego opodatkowania ucieka?

~szczesnyzg / 24.04.2013, 11:57

Spółdzielnia ,która chce zmienić świat
Tak kiełkują nasiona Nowej Ziemi. I tego trzymać się trzeba.

~Szymon Surmacz / 24.04.2013, 11:49

Być czy mieć - nie wszystko co kooperatywne to komunizm...
Nie tylko Hiszpania, ruch Co-op jest coraz silniejszy na całym świecie. Polecam podobny w duchu tekst: http://myobywatele.org/baza-wiedzy/inspiracje/solidarnosc-kluczem-do-gospodark i-spolecznej/ tylko mniej "mlodzieżowy". Całe szczęscie że na świecie (w Polsce również) jest dużo ludzi innych niż komentator "Mirror" który prawdopodobnie na swój wzór przekonany jest że "ludzie chcą mieć SWOJE plazmy, domy i bryki". Drogi Mirror, dylemat mieć czy być istnieje w kulturze od zawsze. To że XX wieczna ideologia konsumpcji i bezmyślengo (infantylnego) hedonizmu przekonała znaczną część populacji że ważniejsze jest "mieć" (na własność) nie oznacza że XXI wiek będzie taki sam. Czego sobie i innym kooperatystom życzę. I na koniec - proszę pozostałych komentatorów o nienadużywanie słowa socjalizm na okreslanie komunizmu (PRL). Zastanawiam się ilu z was "walczących z socjalizmem" byłoby stać (a własciwie waszych rodziców) na naukę w prywatnej szkole, prywatną opiekę zdrowotną czy prywatne studia. Dla mnei w idei kooperatyzmu jedno jest bardziej istotne - jak na fali fascynacji oddolnym ruchem spóldzielczym nie stracić jednoczesnie pozniejszych zdobyczy welfare state. Bo całkowity powrót do ubezpieczen wzajemnych, kas samopomocowych itd niestety jest krokiem wstecz, bo są masy ludzi, którzy przez lata nie będą umieli się samoorganizować. Piszę to z perspektywy mieszkańca "post PGRowskiej" wioski. Tu rozmowa o "kooperatywach" czy spóldzielniach to science -fiction. Od pokoleń "ktoś" organizował im pracę i życie i kiedy państwo zaczęło wycofywać się ze swoich obowiązków to zostali bezradni jak dzieci. 26% bezrobocia, gmina bez kasy na szkoły, dostęp to opieki zdrowotnej tylko dla wybranych. Twórzmy więc spółdzielnie ale tak, żeby nie była to tylko zabawa wielkomiejskiej młodzieży, której łatwo zarzucić że beda chcieli mieć za chwilę "palzmę i furę", myślmy o tym "systemowo"

~mirror / 24.04.2013, 07:49

wszystko pięknie
Tyle, że uczestnicy Rewolucji z czasem wydorośleją i tak jak wszyscy będą chcieli mieć własny (i tylko własny) dom otoczony płotem a w środku samochód i plazmę. I wtedy wypną się na socjalistyczne, o ile nie komunistyczne zasady rewolucji. Już od dawna wiadomo, że jeżeli coś jest wspólne to jest niczyje. Problem polega na tym, że mili Katalończycy nigdy nie zasmakowali socjalizmu w realu a swoje idee opierają się squatterskich komunach działających w Holandii, Anglii i Danii. Daję im góra 6 lat. Kiedy kryzys ekonomiczny minie i wszystko stanie na ekonomicznych nogach, rewolucyjni Hiszpanie szybciutko wrócą do kredytów, bezpiecznej pracy i wzorowego kapitalizmu. Ludzie są stworzeni dla prywatnej własności i egoizmu. Wszelkie działania w komitywie funkcjonują do pierwszego kryzysu, który przychodzi o wiele szybciej niż ten ekonomiczny. W końcu ktoś z "gotujących" oleje sprawę i zacznie gotować trochę inaczej "dla siebie", ktoś inny to zauważy, ktoś z grupy "prawników" czegoś nie dopatrzy albo zadziała na czyjąś prywatną korzyść, zaczną się konflikty i ludzie sobie przypomną jak kiedyś żyli i do tego wrócą. A nadziani forsą bankierzy ze śmiechem pobłażliwości przyjmą znów kredytobiorców do swego grona jak synów marnotrawnych. I na tym się to wszystko skończy - znudzi sę po prostu. Powtarzam - ludzie wolą mieć swoje domy, bryki i plazmy zamiast wspólnej garkuchni...

~Małgorzata Radosz / 23.04.2013, 10:37

ocena
Super pomysł, dobry do powielenia na całym świecie...grattulację