Groźne byłoby zredukowanie ekonomii społecznej do zagadnień czysto socjalnych. Ekonomia społeczna dotyczy w równym stopniu zagadnień gospodarki czy rozwoju regionalnego.
Manifest Ekonomii Społecznej

Płacenie za rezultat nowym pomysłem na projekty z EFS?
PIOTR KROŚNIAK, UNDP
aktualizacja: 18.04.2012

Zamiast uprawiać projektową papierologię, może płaćmy za rezultaty? foto (cc) net_efekt />/

Nikt nie interesuje się tym, co w ramach projektów zostało osiągnięte. A to właśnie rezultat jest tym, o co chodzi nam wszystkim. Więc dlaczego nie skupić się na nim? Są na to sposoby i narzędzia, które można zastosować - pisze Piotr Krośniak z UNDP dla portalu Ekonomiaspoleczna.pl

W zasadzie mamy już za sobą kolejną perspektywę finansową. Minął PHARE, EQUAL, a teraz dobiega końca Program Operacyjny Kapitał Ludzki. Rozpoczyna się dyskusja nad kolejnymi programami operacyjnymi. Ważnym głosem w tej debacie jest wywiad z Pawłem Chorążym, Dyrektorem Departamentu Zarządzania Europejskim Funduszem Społecznym w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego. Jest to głos tym istotniejszy, że na poziomie Komisji Europejskiej pojawiły się już konkretne propozycje nowych rozporządzeń. To z pewnością dobry moment na ewaluację tego, co się udało i co działa oraz tego, co się nie udało i wymaga zmiany.

System, który mamy dzisiaj oparty jest na konkursach ogłaszanych w ramach określonych działań i priorytetów oraz na kontroli opartej na sprawozdawczości finansowej z poniesionych wydatków i kontroli budżetu. Tak działający system wymaga dobrze naoliwionej struktury kontroli nadzoru i ewaluacji, aby projekty mogły być realizowane sprawnie i efektywnie.

Niestety każdy, kto realizował projekt w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, wie dobrze, co to znaczy pisać wyjaśnienia, wnioski o płatności i jak smakuje oczekiwanie na kolejną transzę.

Największy problem tkwi jednak gdzie indziej – nikt w zasadzie nie interesuje się tym, co w ramach projektów zostało osiągnięte w stosunku do założeń, kontrola merytoryczna ogranicza się do sprawdzenia przez dwoje audytorów wniosku i założeń, a jeżeli w finansach wszystko się zgadza, to projekt uznawany jest za w pełni zrealizowany.

Dobrym przykładem na to, jak rezultat rezultatowi nierówny są szkolenia. Większość projektów w ramach EFS opiera się na różnego typu warsztatach i szkoleniach, które jak wiadomo mogą znacząco się różnić jakościowo.

Można zorganizować szkolenie, na którym prowadzący lub prowadząca czyta treść ustawy (ilu z nas było na takich szkoleniach?). Można też zrobić szkolenie, dzięki któremu beneficjenci zdobędą pracę, bo taki rezultat jest właśnie tutaj najważniejszy. Kluczowe jest zatem to, co jest realnym efektem realizacji projektu, a nie to co wnioskodawca opisał na początku, przed rozpoczęciem projektu, dopasowując się tylko do wytycznych zapisanych w kryteriach konkursowych (jakkolwiek słusznych).

Płacenie za rezultat to lepsze rozwiązanie?

Właśnie rezultat jest tym, o co chodzi nam wszystkim. Więc dlaczego nie skupić się na nim? Są na to sposoby i narzędzia, które można zastosować. Chodzi o tzw. płacenie za rezultat (payment by result). Zasada jest prosta: pieniądze wypłacane są wtedy, kiedy zostanie osiągnięty zakładany rezultat. Może się to wydawać proste, ale gdy tylko wejdzie się głębiej w szczegóły sytuacja staje się bardziej złożona.

Wyobraźmy sobie, że mamy projekt, którego celem jest podniesienie kwalifikacji zawodowych grupy 50 niepełnosprawnych. Rezultatem w tej sytuacji powinno być znalezienie pracy przez beneficjentów, a tym samym podniesienie poziomu ich integracji społecznej i samooceny. Jest to przykład standardowego projektu, jakich mamy wiele w bieżącym PO KL, dla różnych grup. Obecnie organizacja składa tego typu wniosek, rekrutuje uczestników, prowadzi szkolenia i rozlicza się co jakiś czas z wydatków zgłaszając zapotrzebowanie na kolejną transzę. Po zrealizowaniu szkoleń projekt jest zakończony, rozliczony finansowo i po wszystkim.

Wyobraźmy sobie jednak alternatywną sytuację: organizacja składa opisany wyżej wniosek, ale pieniądze dostaje dopiero, gdy np. połowa z deklarowanej grupy znajdzie pracę i utrzyma ją co najmniej przez 12 miesięcy. Dlaczego nie? Z punktu widzenia władz publicznych to bardzo korzystne rozwiązanie przynoszące wymierne korzyści. W prosty sposób można wyliczyć, ile budżet lokalny na tym zaoszczędzi: niewypłacanie renty, podatki dochodowe płacące przez nowych pracowników, itd.

Niestety, poza pewnymi korzyściami płynącymi z takiego rozwiązania, także dla organizacji pozarządowych, pojawia się również kilka istotnych problemów.

Po pierwsze, istnieje niebezpieczeństwo tzw. wybierania wisienek (cherry picking), czyli rekrutowania beneficjentów, w przypadku których „łatwiej” jest osiągnąć założony rezultat. W naszym powyższym przykładzie można by wybrać te osoby, które łatwiej byłoby wprowadzić na rynek pracy.

Jak zapewnić stabilność finansową

Drugim problem jest zapewnienie stabilności finansowej organizacjom, które dostaną finansowanie dopiero po osiągnieciu rezultatu. Interesujące badania pokazujące szanse i zagrożenia takiego rozwiązania zostały przeprowadzone w Wielkiej Brytanii na przykładzie usług skierowanych do rodzin.

Jak zapewnić sobie stabilność finansową, kiedy mielibyśmy być wynagradzani dopiero za rezultat? Jedno z ciekawszych rozwiązań jest obecnie testowane w Wielkiej Brytanii, gdzie trwa bardzo duży program pilotażowy oparty na systemie obligacji społecznych (Social Impact Bond). Brytyjski rząd zlecił etycznemu bankowi inwestycyjnemu Social Finance zmniejszenie w ciągu sześciu lat wskaźnika powrotów do więzień (o co najmniej 7,5%) wśród 3 tysięcy osadzonych, którzy odbywają krótkie wyroki w zakładzie w Peterborough.

Social Finance pozyskał środki na projekt poprzez emisję obligacji wśród kilkunastu prywatnych inwestorów i organizacji pozarządowych. Pracę zlecił organizacjom specjalizującym się w obszarze reintegracji więźniów. Jeżeli uda się osiągnąć zakładane wskaźniki, Social Finance otrzyma zapłatę od brytyjskiego rządu, a inwestorzy, którzy wnieśli kapitał do projektu, mogą liczyć na zarobek stosowny do osiągniętego rezultatu.

Jak zatem wprowadzić ten system w życie w przypadku programów takich jak obecny lub przyszły program operacyjny w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego? Metod jest zapewne kilka i dopiero w ramach wspólnej dyskusji jesteśmy w stanie znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Wprowadzam, zatem pod debatę następującą propozycję:

Główne założenia:

  • Na poziomie dokumentów strategicznych (program operacyjny i plan działania) określamy rezultaty liczbowe, jakie chcemy osiągnąć np. zatrudnienie 1 mln niepełnosprawnych.
  • Projektodawca dostaje wynagrodzenie po osiągnięciu rezultatu, proporcjonalnie do stopnia jego wykonania.
  • Aby utrzymać projekt projektodawca dostaje zaliczkę na początku, która pozwoli ponieść koszty operacyjne np. ok. 20% kwoty projektu.
  • Ocena wydatków dokonywana jest na koniec. Skoro nie ma przepływów finansowych, to nie ma czego oceniać.

System taki wydaje się być możliwy do zastosowania w wielu przypadkach. Można sobie wyobrazić podobne podejście do projektów z zakresu integracji społecznej oraz edukacji. Pod uwagę mogłyby być brane wyniki na egzaminach, jakie po projekcie osiągnęłaby dana grupa w stosunku do grupy kontrolnej. W przypadku projektów z 7.2.2 rezultatem dla ośrodków wsparcia ekonomii społecznej mogłaby być liczba funkcjonujących co najmniej 12 miesięcy podmiotów ekonomii społecznej lub liczba podmiotów, które osiągnęły płynność finansową.

Podejście takie z pewnością ma także swoje wady. W wielu krajach toczy się dyskusja na temat potencjalnych szans i zagrożeń. Na pewno warto jednak rozmawiać.

Piotr Krośniak, UNDP

Foto: net_efekt na licencji CC BY-NC 2.0

KOMENTARZE (14) / DODAJ KOMENTARZ

~marek / 23.04.2012, 09:24

Pomysł wzięty z sufitu!
Skoro od lat PUP nie mogą znaleźć pracy dla ludzi, choć dysponują i pieniędzmi i narzędziami , to skąd nagle NGO ma znaleźć dla niech pracę?!

~KaHa / 23.04.2012, 10:18

Refinansowanie przy takim ryzyku?
Pomysł fajny, zresztą jego zapisy już się pojawiają w POKL, bo trzeba te wskaźniki zatrudnienia w końcu osiągnąć. Przy czym refinansowanie wydatków będzie możliwe tylko przy rozbudowie systemu kredytowania i zarabiania na projektach, ponieważ: 1.Skąd większość instytucji ma wziąć pieniądze na tego typu działania tutaj nie GB, żeby obligacje społeczne się sprawdziły to innowacja na rynku anglosaskim a co dopiero w przypadku naszej gospodarki, która ma problem z finansowaniem zyskownych przedsiębiorstw. Przy obecnej sytuacji to chyba tylko dla samorządów pomysł - bo NGO nie stać a biznes przy takim ryzyku pewnie wycofa. 2. Ryzyko i to nie tylko osiągnięcia rezultatów tylko właśnie rozliczenia wydatków post factum - skąd ta nadzieja, że wydatki będą kwalifikowane jak ktoś osiągnie rezultat. Do tego jest potrzebna zamiana całego systemu zarówno prawodawstwa jak i sposobu rozliczania. Ja tylko przypominam, że już teraz mamy rozliczanie zadaniowe i co z tego skoro na poziomie rozliczania urzędnicy się czepiają każdego wydatku osłaniając się ustawo o finansach publicznych. CO SPOWODUJE ŻE TO BĘDZIE ZMIENIONE? bo jak dal mnie to największe ryzyko że po tym jak zrealizuje projekt i osiągnę rezultat to oni mi powiedzą, że wydatki nie kwalifikowane, jakoś nie mam wiary w ryczałty rozliczane przez urzędników 3. W jaki sposób zapłacić procenty od kredytów skoro zawsze były i będą niekwalifikowane? bo pakować się w projekt jeśli wiadomo że strata będzie przy projekcie za 100 000 na dwa lata (bo projekt, weryfikacja rezultatu, akceptacja przez urząd) wyniesie 10 000 to ja dziękuję, A dawanie jakiś preferencyjnych pożyczek ze skarbu państwa (stać nas na to?) naprawdę niczym nie bedzie sie różnić od rozliczania wydatków obecnie

~Prezes / 22.04.2012, 09:48

Ciekawe?!
TO w EFS-ie nie zwracają uwagi na rezultaty? SUPER. Jakoś przy ocenie naszych wniosków oceniający z EFS-POKL zwracali przede wszystkim na to uwagę. I nie dostajemy środków. To pytanie- Kto dostaje? Uczestniczę obecnie w projekcie, który ma 4 miesiące opóźnienia, które dotykają oczywiście uczestników. Realizatorzy nic sobie z tego nie robią. Wzruszają ramionami. Teraz już widzę, że to standard. Ten fundusz nie powinien się nazywać Europejski Fundusz Społeczny a Europejski Fundusz Rodzinny- Rodzina na Swoim.

~teresa / 20.04.2012, 04:09

ja jestem praktykiem
Ekonomia społeczna taka. czy inna formuła działalności to biznes, i tymi kategoriami trzeba na to wszystko popatrzeć. Na problem ekonomii społecznej trzeba popatrzeć całościowoi podzielić na zadania, bo zadania jakie stoją przed spółdzielnią nie kończą na pozyskaniu środków i odbębnieniu szkoleń. Dopiero wtedy powstają wyzwania, bo to organizacja przedsięwzięcia, podział funkcji i stworzenie podstawowych zasad firmy itd Wszystkie fazy rozwoju też spółdzielnia socjalna musi przejść jak każde biznesowe przedsięwzięcie. Tutaj potrzebni są praktycy , którzy na bieżąco podpowiedzą co dalej ? Tu autorytet zewnętrzyny jest potrzebny w wypadku łagodzenia konfliktów i rozwiązywania problemów. W mojej ocenie 4 lata praktyczny nadzór nad spółdzielniami jest potrzebny. Można tego trenera wynagradzać od efektów.

~KCJ / 20.04.2012, 02:51

amerykańskie podejście w ue
Bardzo mi się to podoba! Pytanie tylko w jaki sposób konieczną zmianę zoperacjonalizować? Jak to zadziała na poziomie wdrażania (poziom PI, IP2, nie mówiąc o systemowych operatorach)? Cieszę się także, ze UNDP rozpoczął dyskusję na portalu na ten temat. Rozumiem, że macie w tym zakresie dylematy. Pewnie jak większość. Pozdrawiam serdecznie

~Piotr Krosniak UNDP / 20.04.2012, 09:15

OD autora
Witam, Dziękuje bardzo za wszystkie glosy w dyskusji i cieszę ze temat wzbudził takie zainteresowanie. Z wszystkich w zasadzie komentarzy wyłania się jedna myśl – obecny system nie działa tak jak powinien i trzeba coś zmienić. Jednym z większych problemów jest system oceny, to trochę odrębny temat, ale równie ważny. Niestety chyba nic lepszego jak konkursy nie da się wymyślić, ale tutaj jest bardzo dużo do poprawy, ostatnio nawet zaczęły się pojawiać już nie w formie żartu propozycje aby losować projekty na chybił trafił http://blogs.ec.europa.eu/csfri/final-post-how-to-support-unconventional-resea rch-and-innovation-projects/ to oczywiście ekstremalne podejście, ale jak widać w całej Europie się nad tym zastanawiają. Drugim problem, który przejawia się w dyskusji sa właśnie rezultaty, gdzie mamy szkolenia dla szkoleń i najlepiej wyszkolonych bezrobotnych oraz chyba nawet bardziej niepełnosprawnych, którzy i tak nie chcą lub nie mogą podjąć pracy. W tej chwili mam wrażenie ze beneficjentem całego systemu sa organizacje/instytucje które realizują projektu uczestnicy/czki sa tylko przy okazji aby wygrać projekt. Zobaczymy co będzie dalej (w nowej perspektywie) ale jedno wiem na pewno tak dalej być nie może i trzeba sobie w końcu zdać z tego sprawę. Skruszony realizator projektu z POKL

~mzakrzewski / 19.04.2012, 04:06

Odp. Dajmy czas czasowi
Eksperci z rozumem i wyobraźnią? Chyba w bajce! Taż oni tyż korzytają na bajzlu w ekonomii s!. Była kasa do wziecia, więc aktualnie przy korycie ją wzięli! I nie ma się czemu dziwić, bo włądzę bierze sie po to, aby z niej korzystać! Kolejnej darmowej kasy Bruksela nie chce puścić, bo też zaczynaja finansowo cienko prząść. Poniewaz konczy się miodek, każą uczciwie popracować, zaczynają się wydziwania. Ale to minie. Zresztą preferowane finansowanie programów innowacyjnych też pozwoli na radosną działalność. W temacie innowacyjność zmeścić bowiem mozna na prawdę wszystko! Wystarczy prosta wyobraźnia. Z drugiej strony.Polskie firmy itd., nie aplikowały do Brukseli z pomysłąmi innowacyjnymi, chociaż są tam całkiem spore na to pieniądze... Pozdrawiam!

~PiotrF / 19.04.2012, 11:59

W pełni popieram
Zajmując się od 4 lat ewaluacją PO KL uważam, że jest to jedynie słuszny kierunek, w którym możemy pójść. W tym momencie beneficjent ma w pompie, czy uczestnicy projektów np. znajdą pracę, czy nie. Jest szkolenie --> jest lista obecności --> jest wniosek o płatność --> projekt zakończony --> 1 mln zł wydany zupełnie bez sensu. Ale przecież "postęp finansowy" programu jest najważniejszy...

~Anna / 19.04.2012, 11:33

Odp. Proponowane rozwiązanie gwoździem do trumny beneficjentów
Doskonale! Proponuję, pensje dla pracowników Urzędu Pracy tylko za rezultaty.

~doradca z 12-letnim stażem / 19.04.2012, 11:12

Dajmy czas czasowi
Jeszcze nie wiadomo, czy brytyjski eksperyment zakończy się pomyślnie. Tzw. ekonomia społeczna to, niestety, nadmuchany socjalny balon i to wiadomo było, zanim zaczęto takie projekty realizować w Polsce. Dowodem na wewnętrzną hipokryzję tego rodzaju programów społecznych (czyt. socjalistycznych) jest powszechny proces upadłości po 12 miesiącach "firm", które powstały z pieniędzy na aktywizację gospodarczą osób bezrobotnych. Nie ma potrzeby czekać z płaceniem na rezultaty programów, które nie są realizowane po to, by te rezultaty osiągać - wystarczy, aby na etapie oceny ich przydatności panel ekspertów kierował się rozumem i wyobraźnią, jeżeli nawet nie posiada wiedzy. Hipokryzja to hołd składany cnocie. W tym przypadku cnocie dobroczynności za cudze pieniądze (władza publiczna "pomaga" biednym i potrzebującym za ich pieniądze). Osiąganie rezultatów zawsze jest związane z ryzykiem ich nieosiągnięcia. To jest podstawowa zasada działania gospodarczego w kapitalizmie. Znacznie łatwiej byłoby ocenić, czy warto na coś wydać pieniądze, gdyby to pracodawca np. przez rok otrzymywał ulgę w podatku od dochodu za to, że zatrudnił nowego pracownika. Niech się unijna i każda biurokracja oraz panienki z NGO nie zajmują tworzeniem miejsc pracy dla innych, wystarczy że tworzą je dla siebie. To jest dla pozostałych obywateli zbyt kosztowny zbytek.