Środowisko biznesu nie ma powodu, aby traktować ekonomię społeczną, jako źródło zagrożeń, przeciwnie – może być ona uzupełnieniem jego własnych działań i partnerem dla wspólnych przedsięwzięć.
Manifest Ekonomii Społecznej

Cameron też chce spółdzielni. Tylko jakich?
REDAKCJA EKONOMIASPOLECZNA.PL, MUZ
aktualizacja: 25.01.2012

Sieć sklepów John Lewis jest przykładem włączania pracowników w sprawy firmy, foto (cc) uli harder. />/

Pomysł wzmocnienia własności pracowniczej w brytyjskich firmach rzucił najpierw Nick Clegg. Teraz do dyskusji dołącza premier David Cameron. Dziennikarze ekonomiczni przestrzegają - "to może być droga ponownej prywatyzacji".

Kika dni temu zastępca premiera Wielkiej Brytanii Nick Clegg zapowiedział działania zmierzające do większego angażowania pracowników w sprawy firm, w których pracują. Chodzi o działania, które mogłyby prowadzić do obejmowania przez pracowników udziałów w spółkach, a także zwiększania zarobków poprzez dzielenie się zyskami z działalności. Zamiast do kieszeni szefów, powinny trafiać również do kieszeni pracowników.

Wsparcie dla wszelkich form spółdzielczych oficjalnie zadeklarował następnie premier Wielkiej Brytanii - David Cameron. Wzmocnienie polityki budowania przedsiębiorstw, których właściecielami są pracownicy, możemy już zatem traktować jako oficjalne stanowisko brytyjskiego rządu.

Cameron ujawnił, że obecnie trwają prace nad nowymi rozwiązaniami prawnymi, które mają ułatwić powstawanie nowych kooperatyw, chociażby poprzez ukrócenie biurokracji. Jeszcze przed końcem obecnej kadencji w osobnym akcie prawnym mają zostać ujednolicone wszystkie aspekty dotyczące kooperatyw. Obecnie są one rozrzucone w 17 różnych dokumentach.

– To, czego ludzie nie wiedzą w kwestii własności pracowniczej jest fakt, iż jest to absolutnie niewykorzystane narzędzie pobudzania wzrostu gospodarczego – mówił niedawno Clegg. Natomiast David Cameron zwrócił uwagę na konieczność przekształacania w kooperatywy intytucji publicznych. Cedowanie realizacji zadań publicznych na społeczeństwo jest jednym z priorytetów obecnego rządu. Program przekształceniowy ma objąć milion pracowników instytucji publicznych do 2015 r. Cameron podkreślił, że obecny kryzys finansowy daje szansę na poprawienie sposobu funkcjonowania rynku. Jego zdaniem nie należy odwracać się plecami od wolnego rynku. Trzeba jednak zrobić wszystko, aby był nie tylko wolny, ale również sprawiedliwy.

Kooperatywy stanowią bardzo ważny segment w brytyjskiej gospodarce. Zatrudniają prawie 250 tys. osób i wypracowują zysk na poziomie 33 miliardów funtów. Znakomicie przetrwały też kryzys. Co więcej, od momentu pojawienia się recesji, liczba kooperatyw w Wielkiej Brytani wzrosła o 20%.

Pojawiły się już jednak pierwsze sceptyczne opinie rządowego pomysłu. Brytyjscy dziennikarze ekonomiczni wskazują, że wielkie liczby, które przywołuje Cameron w rzeczywistosci wypadają nieco gorzej w porównaniu z innymi państwami. 33 miliardy funtów zysku każdego roku stanowią tylko 2% brytyjskiego PKB. „W Niemczech zysk kooperatyw stanowi 7% PKB, a w USA 5%” - pisze Randeep Ramesh z „Guardian”.

Najistotniejszy wydaje się jednak problem definicji. Zdaniem Ramesha doszło do pewnej manipulacji pojęciem „kooperatywy” i „własności pracowniczej”. „Kooperatywa to rodzaj biznesu, który jest posiadany, prowadzony i stworzony przez jej członków” - pisze Ramesh. Zarządzanie opiera się na równych prawach do głosu i podziału zysku między członkami. zdaniem publicysty Guardian, to co zdaje się promować obecnie brytyjski rząd to raczej organizacje wzajemnościowe, które wcale nie muszą opierać się na własności pracowniczej. To może być próba objęcia terminem „kooperatywa" chociażby organizacji, w której ponad 50% udziałów ma prywatny właściciel, a reszta obejmują pracownicy.

W takiej strukturze nie ma mowy o jakimkolwiek zaangażowaniu pracowników w sprawy firmy. Otrzymują oni wprawdzie część zysku, ale nie mają już wpływu na kierunki rozwoju firmy. Co więcej, istnieje ryzyko, że próbując konkurować na rynku z prywatnymi spółkami, kooperatywy będą musiały na gwałt pozyskiwać kapitał z funduszy private equity, co może doprowadzić do stopniowej prywatyzacji tego sektora przez wielkich inwestorów.

Emocje wokół deklarcji brytyjskiego rządu studzi też tygodnik „The Economist”,przywołując zachwyt Nicka Clegga nad sposobem funkcjonowania brytyjskiej sieci domów handlowych John Lewis. Przypomnijmy, że Clegg podawał ją za doskonały przykład własności pracowniczej. Tymczasem, jak podaje „The Economist” własność pracownicza wcale nie musi prowadzić do bardziej sprawiedliwej i odpowiedzialnej wersji kapitalizmu. „Nie zabezpiecza ona przed złymi decyzjami - czwarta część udziałów należąca do pracowników nie uchroniła Lehman Brothers przed bankructwem”. Niebezpieczeństwa czyhają też na samych pracowników, którzy w wyniku upadku firmy tracą nie tylko pracę, ale też oszczędności, środki utrzymania, a nawet emeryturę.

Czy zatem pełna własność pracownicza jest najlepszym rozwązaniem? Zdaniem dziennikarzy „The Economist” taki typ przedsiębiorstwa może napotkać na poważne bariery w rozwoju. Głównie z powodu braku dużego nakładu funduszy na rozwój. „The Economist” stawia też tezę, że mała rotacja pracowników w kooperatywach nie sprzyja innowacjom.

Więcej: Randeep Ramesh, Cameron's drive for co-operatives is privatisation in disguise, „Guardian”, 20 stycznia 2012 r.

The feeling is mutual, „The Economist”, 21 stycznia 2012 r.

Foto: uli harder na licencji CC BY-SA 2.0

Źródło: "Guardian", "The Economist"
KOMENTARZE (0) / DODAJ KOMENTARZ