Podmioty ekonomii społecznej mogą z pożytkiem używać modeli biznesowych i same być źródłem inspiracji dla tradycyjnych firm.
Manifest Ekonomii Społecznej

Ze spółdzielni pracy w spółdzielnię socjalną
ALEKSANDRA MUZIŃSKA
aktualizacja: 28.11.2011

Piotr Zduński odbiera główną nagrodę w konkursie, fot. Wojciech Gadomski />/

– Pewnie znalazłbym inną pracę na lokalnym rynku. Może nawet zarabiałbym więcej niż teraz. Tylko nie miałbym takiej satysfakcji. Swoich pięciu minut. I kto nagrodziłby mnie za moją pracę? – mówi Piotr Zduński ze spółdzielni socjalnej „Szklany świat”, laureatki Konkursu na Najlepsze Przedsiębiorstwo Społecznego Roku.

Zdobyliście główną nagrodę w Konkursie na Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku, pokonując o wiele większe i uznane już przedsiębiorstwa. Emocje po wygranej już opadły?

Ciągle się cieszymy. Odnieśliśmy w końcu sukces, którego się nie spodziewaliśmy. Nigdy nie otrzymaliśmy żadnej nagrody. To pierwsze tego typu uznanie.

Czym jest dla was ta nagroda?

Przede wszystkim mamy czym się chwalić (śmiech). Widzimy, że coraz więcej osób interesuje się naszą spółdzielnią. Dzwonią dziennikarze. Ukazują się artykuły w prasie. Niedługo będziemy też w telewizji. To znakomita reklama dla naszej działalności. Więcej osób w Polsce o nas usłyszało.

Do tej pory znała nas głównie nasza lokalna społeczność. Szczególnie cieszy mnie to, że poprzez konkurs zauważyły nas inne przedsiębiorstwa społeczne i ludzie związani z tym sektorem. Pamiętajmy, że w Polsce jest bardzo dużo firm produkujących bombki. Nasza jest jednak wyjątkowa, właśnie dlatego, że tworzona przez samych pracowników.

Rada Konkursu w werdykcie szczególnie dała temu wyraz. Waszym atutem było to, że powstaliście na gruzach zlikwidowanej spółdzielni pracy. Pracownicy wzięli sprawy w swoje ręce?

Tak, ale przy wsparciu milickiego starostwa. To tam zasugerowano nam, że moglibyśmy założyć spółdzielnię socjalną. Kiedy w 2008 r. upadała nasza spółdzielnia – fabryka bombek w Miliczu, zamknięto też dwa inne duże zakłady w tym mieście. My mieliśmy wiele szczęścia, bo w siedem osób byliśmy w stanie wznowić produkcję. Oczywiście na mniejszą skalę. Milicka fabryka miała swoją renomę i tradycję. My wypełniliśmy niszę po niej. Niestety już nie w Miliczu, tylko w pobliskich Krośnicach.

Ze spółdzielni pracy w spółdzielnię socjalną. Nie było strachu?

Pierwszy raz wtedy usłyszałem o spółdzielni socjalnej. Nie bardzo wiedziałem, jak to będzie wyglądać. Dzięki temu, że wszyscy pracowaliśmy w jednym zakładzie i znaliśmy się, było nam łatwiej. Często słyszę o spółdzielniach zakładanych przez osoby, które nie znają się dobrze, a były razem na szkoleniu. W naszym przypadku każdy od początku wiedział, co ma robić.

Staliście się jednak własnymi szefami. Trzeba było zająć się finansami, promocją, sprzedażą. Nie było konfliktów?

Cóż, zgoda buduje, niezgoda rujnuje. To znane powiedzenie i zupełnie prawdziwe. Każdy miał tu zawsze coś do powiedzenia. Polega to jednak na tym, aby wspólnie usiąść i spokojnie porozmawiać. Zaczynamy już trzeci rok działalności, mamy oczywiście naszą panią prezes, która najlepiej czuje się w sprawach biznesowo-organizacyjnych. Dlatego wybraliśmy ją na tę funkcję. To nie jest tak, że ktoś ma tu pełnię władzy. Wszystko ustalamy wspólnie.

Czyli wybór był dobry?

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że po upadku fabryki w Miliczu raczej znalazłbym inną pracę na lokalnym rynku. Może nawet zarabiałbym więcej niż teraz. Tylko nie miałbym takiej satysfakcji. Swoich pięciu minut. I kto nagrodziłby mnie za moją pracę?

Czy wiecie już, co zrobicie z nagrodą?

Jeszcze nie wiemy. Będziemy musieli wspólnie usiąść i to przemyśleć. Jedno jest pewne – na pewno jej nie przejemy. Raczej będzie to jakaś inwestycja. Mamy już nawet kilka pomysłów. Jednym z nich jest przygotowanie profesjonalnej obcojęzycznej strony internetowej naszej spółdzielni, a to niemały koszt. W samym zakładzie też należałoby przeprowadzić drobne remonty, by poprawić warunki pracy. Osobiście marzy mi się wyjazd na zagraniczne targi ozdób choinkowych, na których moglibyśmy się zaprezentować. Koszt uczestnictwa w takich imprezach jest bardzo duży. Nawet do 20 tys. zł.

Tuż przed świętami macie pewnie urwanie głowy?

Tak, ale to wcale nie z powodu bombek. Ich produkcji nie moglibyśmy zostawić sobie na ostatnią chwilę. Przygotowujemy je sukcesywnie przez cały rok. Naszą kolejną specjalizacją jest organizacja wycieczek dla uczniów i wszystkich tych, którzy chcieliby zobaczyć, jak od podszewki wygląda produkcja. A w okresie przedświątecznym wszyscy chcą ją zobaczyć.

Bombki nie sprzedają się zresztą regularnie przez cały rok, dlatego na zamówienie prywatnych firm, przygotowujemy też szklane gadżety. Klienci indywidualni też mogą zakupić nasze produkty. Można do nas przyjechać, przyjrzeć się naszej pracy. Postaramy się przygotować produkt zgodnie z życzeniem, jeżeli będziemy tylko mieli taką możliwość.

Rozmawiała Aleksandra Muzińska

Spółdzielnia „Szklany świat” działa od 13 marca 2009 r. Założyły ją osoby pracujące wcześniej w spółdzielni pracy, która została zlikwidowana. Podjęły one wtedy decyzję o wykorzystaniu swoich umiejętności i doświadczenia i kontynuacji pracy na własny rachunek. Dzisiaj w spółdzielni pracuje 7 osób. Produkowane są różnego rodzaju bombki – klasyczne, okolicznościowe, śmieszne, poważne. Organizowane są warsztaty edukacyjne dla dzieci oraz dla dorosłych, w czasie których uczy się technik pracy w „ginących” zawodach. Spółdzielnia współpracuje z Fundacją „Doliny Baryczy”, organizując festyny i imprezy lokalne, które integrują społeczność.

18 listopada 2011 spółdzielnia „Szklany świat” wygrała w pierwszej edycji Konkursu na Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku, zorganizowanego przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Nagrodę w wysokości 50 tys. zł ufundowała Fundacja Crédit Coopératif. Pozostałe nagrody w konkursie ufundowały: Fundacja BGŻ i PwC (dawniej PricewaterhouseCoopers).

Więcej na temat spółdzielni socjalnej „Szklany świat” >

Zobacz zdjęcia z gali Konkursu na Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku >

KOMENTARZE (0) / DODAJ KOMENTARZ