Ekonomia społeczna zawiera elementy ważne dla wielu tradycji: lewicowych, prawicowych, konserwatywnych, liberalnych, socjaldemokratycznych, republikańskich, komunitariańskich, katolickiej nauki społecznej...
Manifest Ekonomii Społecznej

Przedsiębiorczość społeczna kontra głód
KRZYSZTOF CIBOR
aktualizacja: 22.12.2015

Zbiór herbaty w Kenii. Fot (cc by) Shared Interest />/

Głód i niedożywienie cierpi kilkanaście procent ludności świata, a przyczyny tego zjawiska są bardzo złożone. Przedstawiamy przedsiębiorstwa społeczne, których działania pozwalają zrozumieć, w jaki sposób również my możemy wpływać na sytuację osób zagrożonych brakiem dostępu do żywności.

Głód jest najczęstszą przyczyną śmierci na świecie, a z powodu niedożywienia cierpi według danych FAO około 800 milionów ludzi ‒ nie tylko w Afryce i Azji, ale także w Stanach Zjednoczonych i Europie. Powodem nie jest brak żywności ‒ tej produkujemy wystarczająco dużo, pokaźna jej część jest marnowana. Przyczyny głodu są w dużej mierze polityczne i gospodarcze, a dużą część odpowiedzialności ponoszą mieszkańcy bogatych krajów ‒ w tym my.

Większość głodujących ‒ ponad 570 milionów ‒ mieszka w Azji i rejonie Pacyfiku, ale największa część populacji (czasem ponad 35%) cierpi z tego powodu w Afryce Subsaharyjskiej, gdzie głodem dotkniętych jest około 240 milionów osób. Co ciekawe najczęściej głód doświadcza osoby mieszkające na wsiach ‒ tam, gdzie rolnictwo jest podstawą gospodarki. Już sam ten fakt powinien nam dać do myślenia: dlaczego głodują ci, którzy produkują żywność? Pytanie staje się jeszcze bardziej zasadne, gdy zdamy sobie sprawę, że kraje globalnego Południa mają wystarczający potencjał do wytworzenia żywności w takiej ilości, by starczyło jej dla wszystkich mieszkańców tej części Ziemi.

Głód nie bierze się bowiem z braku jedzenia, a z ograniczonego dostępu do niego. Mali rodzinni rolnicy w krajach cierpiących z powodu głodu i niedożywienia mają często problemy z uzyskaniem dobrych nasion, skutecznych nawozów i środków ochrony roślin, kapitału niezbędnego do rozwoju, wiedzy, a wreszcie z obroną prawa do ziemi, co ‒ szczególnie w Afryce ‒ staje się w ostatnich latach kolosalnym problemem.

Europa i Ameryka Północna mają swój niechlubny udział w utrzymywaniu światowego głodu. Rządy krajów rozwiniętych i instytucje międzynarodowe narzucają swoim ubogim południowym partnerom rozwiązania gospodarcze, które prowadzą do wyniszczenia lokalnego rolnictwa. Kraje Afryki i Azji zmuszane są do znoszenia barier celnych i w ten sposób żywność produkowana na Północy zalewa ich rynki. Dzięki tak cenionym w Polsce unijnym dopłatom dla rolników żywność produkowana w Unii Europejskiej jest tańsza od tej wytwarzanej na miejscu ‒ w Afryce czy Azji. W wyniku tej nieuczciwej konkurencji lokalni rolnicy bankrutują, tracą źródło utrzymania, a całe społeczeństwa stają się zależne od importu żywności z krajów bogatych.

Kiedy naruszona zostaje suwerenność żywnościowa, czyli zdolność samodzielnego decydowania poszczególnych krajów o ich polityce żywnościowej i skupienie się na lokalnej produkcji, konsumenci stają się niezwykle silnie narażeni na skoki cen żywności. Na przełomie 2007 i 2008 roku świat doświadczył nagłego skoku cen żywności, którego źródeł doszukiwano się we wzroście cen paliw oraz suszy w krajach eksporterach zbóż. Jednak jak pokazał raport organizacji World Development Movement (obecna nazwa: Global Justice Now), bardzo istotny wpływ na nagłe wahnięcia cen jedzenia mają spekulacje żywnością przeprowadzane przez globalne instytucje finansowe. Sam Goldman Sachs w 2009 roku na spekulacjach żywnością zarobił ponad miliard dolarów. Tymczasem lokalni producenci nie są w stanie zyskać na nagłych skokach cen, gdyż nie wytwarzają wystarczających nadwyżek żywności i po prostu nie mają dostępu do globalnych rynków.

Kolejny problem, który dotyka kraje Południa, a którego źródła biją przede wszystkim na Północy, to zmiany klimatyczne spowodowane działalnością człowieka. Z jednej strony mamy do czynienia z powtarzającymi się, trwającymi często całe lata suszami, z drugiej ‒ z powodziami, które zalewają uprawy. Z kolei huragany i tornada niszczą i tak słabą i niewystarczającą infrastrukturę a zakłóceniu ulega dotychczasowy rytm zasiewów i zbiorów.

Rozwiązaniem byłoby odchodzenie od paliw kopalnych, pod warunkiem, że ich substytutem nie staną się biopaliwa, gdyż ich produkcja jest przyczyną kolejnych problemów rolników w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Rośliny, które stanowią surowiec używany w biopaliwach, muszą przecież gdzieś rosnąć. W tym celu bogaci inwestorzy kupują potężne obszary ziemi, by obsiewać ją soją, kukurydzą czy kassawą nie dla ludzi, a dla samochodów. W wyniku tych zjawisk ziemia staje się coraz droższa i mniej dostępna, produkty żywnościowe drożeją, powstają potężne monokultury, które mają negatywny wpływ na bioróżnorodność.

Procesy te są bardzo złożone, a usunięcie powodowanych przez nie negatywnych skutków z całą pewnością jest bardzo trudne i nie zależy nie tylko od pojedynczych osób, ale również państw ‒ wymaga wielkiej międzynarodowej mobilizacji. Jednak nawet w naszych codziennych wyborach konsumenckich możemy wspierać działania na rzecz zwiększenia suwerenności i bezpieczeństwa żywnościowego w krajach globalnego Południa. Pomogą nam w tym przedsiębiorstwa społeczne.

Sprawiedliwy Handel

Jednym z coraz bardziej popularnych sposobów głosowania portfelem za zrównoważoną globalną polityką żywnościową jest ruch sprawiedliwego handlu, który na świecie rozwija się coraz intensywniej. Sprawiedliwy Handel polega na ustanowieniu relacji handlowych między konsumentami a producentami żywności z pominięciem długiej kolejki pośredników, tak aby jak największa część marży trafiała do wytwórców. Rozproszeni i słabi producenci żywności w Afryce, Ameryce Południowej czy Azji mają niewielką siłę negocjacyjną w kontaktach z globalnymi korporacjami (np. z każdej filiżanki kawy, którą wypijamy w restauracji, producent otrzymuje jedynie ok. 5 groszy). Certyfikaty Sprawiedliwego Handlu dają pewność, że za swoją pracę rolnicy otrzymali godziwą zapłatę oraz że zostały spełnione standardy dotyczące godziwych warunków socjalnych pracowników oraz poszanowania środowiska. Ponadto organizacje zajmujące się certyfikowaniem wypłacają producentom certyfikowanej żywności tzw. premię rozwojową, która inwestowana jest w rozwój lokalnej społeczności ‒ w roku 2012 premia rozwojowa wyniosła ogółem 80 milionów euro. (Więcej o wpływie Fair Trade > )

System Fair Trade wzbudza jednak też pewne wątpliwości. Krytycy zarzucają mu m.in., że wzmacnia tylko niektórych plantatorów, że certyfikacja jest zbyt droga i nie daje całkowitej pewności, że wysokie standardy zostały spełnione na każdym etapie produkcji. Jeden z zarzutów stawianych ruchowi Sprawiedliwego Handlu dotyczy tego, że wynagrodzenie producentów wciąż jest tylko niewielką częścią zysków sprzedawców. Dzieje się tak między innymi dlatego, że wartość dodana produktów przetworzonych (np. czekolady) jest większa niż surowców (np. kakao).

Z tą sytuacją chcą walczyć Brett Beach i Tim Maccollum ‒ twórcy działającej na Madagaskrze fabryki czekolady Madécasse. Zdecydowana większość światowej produkcji kakao pochodzi z Afryki, jednak wielkie firmy wolą importować surowiec niż inwestować w produkcję. Inaczej postępuje Madécasse, która zbudowała fabrykę i współpracuje z lokalną spółdzielnią rolniczą. Na miejscu wytwarzane są również opakowania i dodatki do czekolady (o ile to możliwe) Dzięki temu zyski pracowników są czterokrotnie wyższe niż w przypadku zwykłego importu Fair Trade (nie mówiąc już o „wolnym” handlu). Rolnicy zyskują również dodatkowe umiejętności pozwalające im rozwijać własną produkcję. Madécasse znalazła się na liście 50 najbardziej innowacyjnych firm ma świecie magazynu „Fast Company”, dostała także nagrodę „Leaders of Change 2012” przyznawaną przez Unię Europejską i Foundation for Social Change.

Spółdzielnie budują lepszy świat. I bezpieczeństwo żywnościowe

Dzięki spółdzielniom możemy położyć kres spekulacjom na rynkach żywności oraz zredukować ilość ziemi uprawnej wykupywanej w wielu regionach ‒ te słowa skierował do uczestników Forum Żywnościowego w Rzymie w 2012 roku papież Benedykt XVI. W swoim liście papież zauważa, że pojedynczy rolnicy są zbyt słabi, by bronić się przed wielkimi graczami nastawionymi wyłącznie na zysk. Aby zwiększyć swoją polityczną i gospodarczą siłę drobni rolnicy powinni więc organizować się w większe podmioty ‒ spółdzielnie i grupy producenckie.

W liście Benedykta XVI do uczestników Forum znajdują się właściwie wszystkie argumenty przemawiające za tym, że ‒ jak głosiło hasło Forum ‒ spółdzielnie są narzędziem mogącym położyć kres głodowi na ziemi. Lokalne gospodarstwa rolne to klucz do suwerenności żywnościowej, ale dopiero gospodarstwa skupione w większych spółdzielniach będą mieć wystarczającą siłę, by skutecznie konkurować na rynku, zwiększać swoją siłę negocjowania cen, pozyskiwać fundusze niezbędne do rozwoju, bronić się przed grabieżą ziemi, dzielić się wiedzą, doświadczeniem i innymi zasobami.

Przewodniczący FAO Graziano da Silva podczas Forum dodał, że spółdzielnie to podstawowy sposób na to, aby małorolni farmerzy przestali cierpieć głód i ubóstwo. „Kooperatywy odgrywają kluczową rolę w tworzeniu miejsc pracy, ograniczeniu ubóstwa i poprawie bezpieczeństwa żywnościowego” ‒ podkreślił da Silva.

Spółdzielnie mają jeszcze jedną bardzo ważną funkcję. Prowadzą do politycznej emancypacji rolników. W większej grupie, mając wspólne cele oraz zauważalny potencjał ekonomiczny, spółdzielcy mogą stać się stroną w dyskusji z władzami o polityce ‒ nie tylko żywnościowej.

Wiedza, pieniądze, nasiona...

Z różnych powodów nie wszyscy rolnicy należą do spółdzielni, a w związku z tym nie wszyscy mogą korzystać z wymiany doświadczeń i wiedzy między członkami. W sytuacji niespotykanych wcześniej pod względem skali i czasu trwania kataklizmów klimatycznych, niestabilnej sytuacji na rynkach oraz pojawiania się nowego ‒ często patentowanego przez wielkie korporacje ‒ materiału siewnego ‒ tradycyjna wiedza przekazywana w rolniczych społecznościach z pokolenia na pokolenie może nie wystarczać. Nie daje też gwarancji efektywnego wykorzystanie ziemi. Dlatego powstają kolejne inicjatywy, które czynią łatwiej dostępnymi wiedzę i inne niezbędne do uprawy roli zasoby.

Jedną z takich inicjatyw jest założony w Kenii Backpack Farm Agriculture Program (BPF). BPF w płóciennych plecakach dostarcza rolnikom sprzęt i nasiona pozwalające uruchomić całoroczną ekologiczną produkcję rolną. Bardzo ważnym sprzętem jest system irygacyjny, który znacznie ułatwia podlewanie upraw. Plecak jest również wyposażony w materiały szkoleniowe, dzięki którym rolnicy zwiększają swoją wiedzę i umiejętności, a co za tym idzie ‒ efektywność. BPF chwali się, że w wyniku lepszej efektywności gospodarstw powstałych „z plecaka” osoby na nich pracujące ‒ głównie kobiety i dzieci ‒ mają więcej czasu na edukację.

Z kolei w Mali organizacja założona przez byłych wolontariuszy amerykańskiego Korpusu Pokoju, Ecova Mali, angażuje tamtejszych rolników do dzielenia się wiedzą między sobą. Ale idzie też dalej ‒ aby pracujący w niewielkich gospodarstwach i posiadający bardzo niewielki kapitał farmerzy mogli robić dobry użytek ze swojej wiedzy i inwestować w społecznie i środowiskowo odpowiedzialne rolnictwo, Ecova Mali zapewnia im mikropożyczki i niewielkie granty.

Innowacyjny pomysł w tym zakresie miał kenijski hodowca bydła Su Kahumbu, który wymyślił i stworzył aplikację iCow. Kahumbu zauważył, że drobni hodowcy często mają utrudniony dostęp do aktualnych cen mleka i mięsa, nie mają również wystarczającej wiedzy pozwalającej tworzyć najdogodniejsze warunki hodowli. iCow wysyła każdemu zarejestrowanemu użytkownikowi SMS-y z najważniejszymi informacjami, radami dotyczącymi hodowli, kontaktami do lokalnych weterynarzy czy danymi ułatwiającymi najlepsze krzyżowanie bydła. iCow jest bardzo efektywnym ekonomicznie przedsiębiorstwem społecznym, dlatego bez uzależniania się od dotacji dość szybko rozrasta się i obejmuje swym zasięgiem kolejne rzesze rolników.

Równouprawnienie a bezpieczeństwo żywnościowe

Opisany wcześniej BPF twierdzi, że ich misja nie jest uwarunkowana kwestiami płci, jednak w regionach, w których działają, blisko 80% osób, do których docierają, to kobiety. Kwestie płci są siłą rzeczy bardzo mocno związane z rolnictwem oraz bezpieczeństwem żywnościowym. W całej Afryce stosunek rolniczek do rolników wynosi 60:40. Szokujące jest to, że jedynie 1% ziemi należy do kobiet. FAO szacuje, że gdyby kobiety miały taki sam dostęp do środków produkcji jak mężczyźni, wydajność ich gospodarstw mogłaby wzrosnąć o 20-30%, co oznacza że równouprawnienie w rolnictwie zmniejszyłoby liczbę osób głodujących na świecie o 12-17%. Nie dziwi więc duża liczba organizacji i przedsiębiorstw społecznych zajmujących się wyłącznie rolniczkami.

Organizacje takie jak Farm Africa czy Women Working Together kształcą wiejskie kobiety (odpowiednio w Etiopii i Afganistanie) w podstawowych technikach rolniczych. Jednak robią też dużo więcej ‒ Farm Africa pomaga tworzyć etiopskim kobietom lokalne grupy pożyczkowe umożliwiające nawet bardzo ubogim osobom inwestowanie w rozwój gospodarstwa. Ponadto szkoli Etiopki w zakresie prawa rodzinnego, gospodarczego i kryminalnego, dzięki czemu stają się lokalnymi doradczyniami. Konieczność wzmacniania wiedzy prawniczej, co przekłada się na pozycję kobiet w społeczności, dostrzega również działająca w Ameryce Łacińskiej organizacja ENLAC lobbująca na rzecz równego dostępu do ziemi i zwiększenia świadomości na temat przemocy wobec rolniczek, która jest istotnym problemem w niektórych regionach wiejskich Ameryki Południowej i Karaibów.

O ile działania systemowe są niezbędne, o tyle nie można odmówić skuteczności również takim inicjatywom jak Baobab Products w Mozambiku. Ta spółdzielnia kobiet skupia się na produkcji różnego rodzaju przetworów z owoców baobabu i sprzedawaniu ich lokalnie i na rynkach międzynarodowych. Baobab Products szkoli i zatrudnia kobiety i w rezultacie pomaga im nie tylko zdobyć finansową niezależność, ale również ‒ w konsekwencji ‒ zwiększyć ich dostęp do edukacji i usług społecznych.

Nawozy z odpadów, woda ze ścieków

Wiedza praktyczna o rolnictwie oraz znajomość prawa i silna organizacja to bardzo ważne czynniki pomagające rolniczkom i rolnikom budować żywnościową suwerenność. Jednak wszystko to nie zadziała, jeśli gospodarstwa rolne nie będą miały dostępu do tak podstawowych zasobów, jak woda, środki ochrony roślin czy nawozy. Ta pierwsza w wielu regionach naszego globu jest trudno dostępna między innymi w wyniku zmian klimatycznych, ale również zanieczyszczeń czy niestabilności politycznej. Z kolei dobrej jakości środki ochrony roślin i nawozy są często zbyt drogie dla drobnych farmerów. Bez nich nie osiągają oni wystarczających plonów, by uprawa była opłacalna, i koło się zamyka.

Na ten problem odpowiada m.in. Terra Nova Waste to Farming, kolejne przedsiębiorstwo społeczne z Mozambiku. Z odpadów komunalnych miasta Beira produkują oni kompost i sprzedają go po niewygórowanych cenach lokalnym rolnikom oraz służbom miejskim. Terra Nova zatrudnia kilkadziesiąt osób z grup zagrożonych wykluczeniem społecznym i spodziewa się ‒ w ciągu kilku lat ‒ zredukować ilość śmieci produkowanych przez Beirę o 50-60%.

Śmieci w skarb zamienia również działająca w RPA Verbos Business Development. Firma zajmuje się oczyszczaniem i uzdatnianiem ścieków miejskich i przemysłowych tak, aby nadawały się do wykorzystania na polach uprawnych i w ogrodach. Takie działania są szczególnie istotne tam, gdzie mamy do czynienia z gwałtowną urbanizacją. Duże skupiska ludzkie produkują dużą ilość ścieków i jednocześnie cierpią na niedobór czystej wody. Miejskie i podmiejskie gospodarstwa rolne ‒ które w niektórych regionach globalnego Południa stanowią bardzo istotne źródło żywności ‒ w wyniku deficytu wody nie mogą być wystarczająco wydajne.

Razem możemy zmniejszyć głód na świecie

To tylko niektóre z przykładów na to, jak przedsiębiorcy społeczni, spółdzielnie i organizacje pozarządowe starają się pozytywnie wpływać na sytuację rolników i rolniczek w państwach Afryki, Azji czy Ameryki Południowej. Oczywiście nawet jeśli wszyscy czytelnicy i czytelniczki tego artykułu od jutra zaczną jeść czekoladę z malgaskich spółdzielni i pić kawę wytwarzaną przez demokratycznie zarządzane kooperatywy meksykańskich kobiet, sytuacja nie zmieni się radykalnie. Pamiętajmy, że premia rozwojowa dla producentów wszystkich produktów Fair Trade jest kilkanaście razy mniejsza niż zyski ze spekulacji na rynku żywności jednej tylko instytucji finansowej. Ważne jednak, by zaczęła się dokonywać zmiana w świadomości konsumentów. By uzyskali oni wiedzę o tym, jak decyzje konsumenckie wpływają na społeczności w krajach, z których pochodzi ich jedzenie. Kolejnym krokiem będzie być może wiedza, że nasze zyski z funduszy inwestycyjnych okupione są nędzą i cierpieniem całych rzesz rolników i rolniczek, a korzystanie z biopaliw to miliony hektarów ziemi odebranej tym, dla których własne lub spółdzielcze gospodarstwo rolne to jedyna szansa na w miarę godne życie.

Krzysztof Cibor dla Ekonomiaspoleczna.pl

Foto na licencji CC BY 2.0: Shared Interest

Artykuł pochodzi z portalungo.pl

PRZEŚLIJ ZNAJOMEMU | DO DRUKU
KOMENTARZE (0) / DODAJ KOMENTARZ